Jesteś tutaj: BLOG
Kara dla grzeszników [ 2012-07-04 20:01:04 ]

Zbytniego szczęścia to my nie mamy. Gdy telewizja podaje codziennie informacje o wyjątkowo upalnym i suchym  lecie, które ponoć  nawiedziło Europę Środkową, u nas słucha się tego jak bajki o żelaznym wilku. Codziennie pada, a do tego  temperatura rzadko przekracza 20stC. Nie ma się więc co dziwić, że i ruch w zwykle tłumnie uczęszczanych miejscach wypoczynku jest  mniejszy. Mniej ludzi na wyciągu, plażach i na ścieżkach rowerowych. Można tylko liczyć na to, że lato nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa i ciepła aura w końcu chociaż na kilka tygodni nadejdzie i do nas. W polityce lokalnej też raczej ?ogórkowo?, chociaż  ?Temat? dwoi się i troi, by wyciągnąć jakąś aferę która zmniejszy ilość zwrotów  zalegającego w kioskach, lokalnego pisemka-tabloidu. Na tapecie ?afera podchlorynowa?. ?Tematowi? jak zwykle wtórują konsorcjanci : ?Terra? i TV Zachód. Redaktorzy ?Tematu? cieszą się jak dzieci. Jest super, bo TVP3 już ponoć  przygotowuje kolejny negatywny materiał o Szczecinku. To, że póki co nikt nikomu niczego nie udowodnił, całkowicie nie ma znaczenia. Trzeba rzucać błotem, a ono się przecież  w końcu gdzieś (do kogoś) przyklei.
Konferencja prasowa posła Cz.Hoca i ?Terry? dotycząca rzekomego zwiększonego ryzyka zachorowań na raka płuc przez mieszkańców naszego miasta, przyniosła zamierzony skutek. Kilka grup sportowych odwołało już swój przyjazd do Szczecinka nie ukrywając, iż powodem jest strach przed groźną chorobą. Szkody wyrządzane przez wymienione konsorcjum są z roku na rok coraz trudniejsze do oszacowania. Jakby tego było mało, bojąca się o pójście w zapomnienie ?Terra? organizuje w środku lata demonstrację na placu Wolności. Demonstrację mającą pokazać Polakom, w jak makabrycznych  warunkach przyszło żyć mieszkańcom  Szczecinka. Znów będzie o raku, pyle i Kronospanie. No i dorzucą zapewne ?tragiczny? stan jeziora.  A to wszystko  w momencie gdy czekamy na turystów, a Kronospan jest bliski sfinalizowania starań o ściągniecie do miasta fabryki mebli i stworzenia setek nowych miejsc pracy. Tylko czy inwestorzy przyjdą do miasta, w którym mieszkają chorzy z nienawiści pseudo ekolodzy?
Cynizm to, czy głupota? Pewnie jedno i drugie. Frustraci zawsze są niebezpieczni, ale frustracja nie powinna być usprawiedliwieniem tak szkodliwych zachowań. Kłamstwa, insynuacje i manipulowanie faktami, polityka typu im gorzej tym lepiej, na szczeblu lokalnym są doprawdy trudne do zaakceptowania. Tym trudniejsze do zaakceptowania, iż jest kryzys i walka już nawet nie o rozwój ale o przetrwanie, wymaga mądrości, spokoju, pozytywnej determinacji, a często i przejściowych wyrzeczeń całej naszej lokalnej społeczności. Jednak ?Terra? czy ?Temat? mają gęby pełne frazesów. Będą mówili o misji zapewnienia dostatniego, długiego i zdrowego życia przyszłym pokoleniom. Robią  to podobno dla naszych dzieci i wnuków. To właśnie dla dzieci i wnuków odstraszą turystów. To dla nich pogłębią bezrobocie. To dla kolejnych pokoleń spróbują spowodować, iż pogarszająca się sytuacja ekonomiczna miasta zaowocuje  brakiem środków na inwestycje, również te proekologiczne.
Patrzę na tych goniących w piętkę żałosnych sfrustrowanych, zakompleksionych  ludzików  i tak sobie myślę. Musieli pewnie mocno zgrzeszyć. Bo to chyba prawda, że pan Bóg chcąc kogoś ukarać, odbiera  mu w pierwszej kolejności rozum?

 


Narodowe Centrum Rozwoju Futbolu [ 2012-06-19 21:34:48 ]

Mistrzostwa Europy na półmetku. Trochę szkoda, że już  bez Polaków, ale?
Obserwując przebieg mistrzostw trudno nie zauważyć pozytywnych zmian zachodzących w naszym społeczeństwie. Jesteśmy z roku na rok bardziej zintegrowani z Europą i przez to, bardziej europejscy. Zachowania tak krytykowanych zwykle polskich  kibiców, tym razem odbierane są przez  wszystkich bardzo pozytywnie. Poza tym nie ma lepszej metody uczenia się, niż podglądanie dobrych wzorców. Postawa kibiców irlandzkich czy Hiszpanów jest takim właśnie pozytywnym przykładem godnym  naśladowania. I to nie chodzi już tylko o kulturę zachowań. Myślę, że jeszcze ważniejszy jest pewien dystans do wydarzeń sportowych. Bo przecież w  różnych meczach i  rozgrywkach jest pewna umowność. Awans do dalszych rozgrywek to nie jest, jak się niektórym wydaje, sprawa życia i śmierci. Awansować byłoby fajnie, ale jeśli sprawy potoczyły się inaczej, też nic strasznego się nie dzieje. Gdy to zrozumiemy, będzie nam łatwiej zbliżyć się do optyki Irlandczyków. Oni kochają swoją drużynę, ale przede wszystkim kochają football. Kochają piłkę nożną, która jest rodzajem igrzysk, rozrywki związanej z wzajemną drużynową  rywalizacją. Potrafią docenić klasę rywali i cieszyć się samym widowiskiem, nawet gdy ich ulubieńcy przegrywają.
Niezależnie od ilości punktów zdobytych przez Polaków, nie mamy się znów tak czego wstydzić. Co by nie mówić, Smuda stworzył rozwojowy team składający się ze stosunkowo młodych i dobrze rokujących  zawodników. Trzeba nadal nad  nimi pracować, a można śmiało antycypować, iż sukcesy przyjdą.
Dziś widać jak opłacała się organizacja Euro. Polska nie potrafiąca się przez lata przebić jako kraj wart odwiedzenia, została nagle ?najechana? przez setki tysięcy turystów. Turystów którzy nagle odkryli, że takie państwo w ogóle istnieje, jest pełne życzliwych i podobnych do nich ludzi, ma zabytki, dobrą kuchnię, pełne sklepy. Zobaczyli kraj w którym  z wieloma przede wszystkim młodymi ludźmi można porozmawiać po angielsku. Ten fakt trudno przecenić. W stabloidyzowanym świecie, w którym do mediów przebijają się tylko sensacje i złe wiadomości, nagle o Polsce pisze się i mówi prawie wyłącznie dobrze.
Sukces  Polski jako współorganizatora mistrzostw Europy w piłce nożnej, to zła wiadomość dla PiS. Miała być katastrofa, a tu? dobre recenzje.
No, ale o PiS bym się nie martwił. Za chwilę otrząsną się z szoku i dowiemy się, iż Polska odpadła z rozgrywek przez Tuska, który przez lata  przymykał oko na poczynania PZPN. Tusk, niby pierwszy kibic Rzeczpospolitej, miłośnik piłki nożnej, a wygrany mecz z Rosją najprawdopodobniej sprzedał w tajnej umowie z Putinem. Dowodami, lub co najmniej poszlakami  na to, dysponują już  zapewne  m.in. ?Nasz Dziennik? i ?Gazeta Polska? . No, ale co się dziwić? W końcu nie przypadkowo Tusk ma wilcze oczy.
Premier nie tylko, że jak zwykle nic  nie robi, to nie ma żadnego pomysłu na uzdrowienie polskiej piłki nożnej. Nie tak jak Jarosław-Polskę Zbaw, który wie, że remedium na piłkarską zapaść, jest stworzenie ? ?Narodowego Centrum Rozwoju Futbolu?. To do prawdy wspaniały pomysł. Co za przenikliwość umysłu tego genialnego polityka.  I jaka kreatywność. Słowo ?narodowe? da nam impuls do budowania własnej, czytaj ?wreszcie polskiej? drużyny. Bez tej zakumuflowanej ?opcji niemieckiej? czy ledwo potrafiących sklecić parę zdań po polsku francuzików. No i żeby nie było w drużynie Żydów. No , ale to jest chyba oczywiste.
A to genialne użycie słowa centrum? W końcu odgórny przykład  zcentralizowania władzy. A nie oddawanie pola coraz niżej. Patrzę na te przebłyski geniuszu Prezesa. Wspaniały człowiek. Przenikliwy, znający się na wszystkim wielki umysł.  Prawdziwy człowiek renesansu.
Wodzu! Prowadź!!! Prowadź nas do Narodowego Centrum Rozwoju Futbolu. Do wytworu Twego geniuszu.


Co jest zdrowe, a co chore? [ 2012-06-11 20:01:38 ]

Mimo, że do wakacji jeszcze trochę czasu, dzięki rozgrywkom Euro, wakacyjna atmosfera zaczyna się udzielać coraz szerszej rzeszy Polaków. W Szczecinku nie inaczej. Parę tysięcy Szczecineczczan i nie tylko, obejrzało w ?Strefie Kibica? Mecz Polska-Grecja. Na mecze bez Polaków, w zależności od rangi wydarzenia sportowego i pogody, też przychodzi po kilkaset osób. To cieszy. SAPIK-owcy po raz kolejny stanęli na wysokości zadania i cały czas główkują, jak jeszcze strefę uatrakcyjnić. To co było mission impossible w Koszalinie, czy Kołobrzegu, u nas po raz kolejny udało się zorganizować i działa bez zarzutu. Mamy zdrowe podejście do misji zaspakajania potrzeb mieszkańców. To już w mieście cały przemysł.
Niestety nie samymi wydarzeniami sportowymi żyjemy. Martwi pogarszająca się kondycja szkół. Analizowanie sposobu finansowania szkół i  konstruowania subwencji oświatowej nie nastraja do optymizmu. Temat rzeka, ale z której strony by do tej rzeki  nie podejść, za każdym razem na końcu, z mętnego nurtu, wyłania się ?karta nauczyciela?. To doprawdy zadziwiające, dlaczego przez kolejne lata, kolejne rządy unikają wzięcia się za bary z problemem szkodliwej karty. Właściwie pytanie jest retoryczne bo wiadomo dlaczego. Nikt nie chce zadzierać ze środowiskiem oświaty. Nauczycieli jest obecnie w Polsce ponad 650 tys. Niezłe lobby. Używając jednak takich argumentów, nie można by też reformować służb mundurowych, górnictwa, szeroko rozumianej opieki zdrowotnej itd. itd. Nic nie można by robić, bo ktoś się od nas odwróci i niekorzystnie w kolejnych wyborach zagłosuje. To jest chore.
W ciągu ostatnich sześciu lat liczba uczniów  w Polsce zmniejszyła się o ponad 1,0 mln. W tym samym czasie liczba nauczycieli systematycznie rosła. Nie trzeba być specjalnie bystrym, by zauważyć brak logiki tych dwóch tendencji.
Mimo wykonywanych ekwilibrystyk aby nie zwalniać w Szczecinku nauczycieli, doszliśmy ?do ściany?. W tym roku odejdzie z naszych szkół siedmiu nauczycieli, w roku 2013 zostaną zwolnieni kolejni. Jednak rozstanie się z nauczycielem jest nie tylko trudne, ale i kosztowne, a koszty decyzji o zwolnieniach ponosi samorząd. Z kasy miasta idą też pieniądze na tzw. urlopy dla poratowania zdrowia nauczycieli. W ciągu swej belfrowskiej kariery nauczyciel zgodnie z kartą może starać się trzykrotnie o taki roczny płatny ?wypoczynek?. Pierwszy już po siedmiu latach pracy. Nikt nie potrafi mi powiedzieć, dlaczego nauczyciele jako jedyna grupa zawodowa korzystają z tego, moim zdaniem, niczym nie uzasadnionego  przywileju. Co by nie mówić o stresie, ?wypaleniu? i o tym jak bardzo denerwujące są dzieci, nauczyciel ma pełen etat przy pensum osiemnastu godzin w tygodniu. Tyle musi przepracować w szkole. I nawet gdyby przyjąć za prawdę, iż po wyjściu ze szkoły musi jeszcze harować w domu przygotowując się do lekcji i sprawdzając wypociny swoich podopiecznych, to i tak trudno uwierzyć w to nieporównywalne z innymi zawodami przemęczenie. No chyba, że ktoś nie lubi swojej pracy. Wtedy tak. Przypomnę, że ?zwykli śmiertelnicy? muszą pracować zwykle w ramach etatu  tych godzin minimum czterdzieści.
Aby uzyskać urlop zdrowotny (nie opłacany przez ZUS tylko w 100% przez pracodawcę, czytaj budżet miasta), nauczyciel musi pofatygować się na chwilę do lekarza, który wypisuje odpowiednie zalecenia, de facto legitymizując przyznanie urlopu. Ta wizyta to niestety tylko formalność. Konia z rzędem temu, kto wskaże mi lekarza, który odmówił nauczycielowi skierowania go na urlop. To podejście nie jest niestety prawidłowe i mam o to do środowiska lekarskiego pretensje. Równie łatwo dostać zaświadczenie lekarskie o konieczności nauczania indywidualnego ucznia. To też ?usługa? niezwykle kosztowna, na którą miasto nie otrzymuje jakichkolwiek pieniędzy. W skali Szczecinka, urlopy zdrowotne nauczycieli i nauczanie indywidualne to wydatek z kasy miasta rzędu 700 tys. zł.! W Krakowie same  ?urlopy? kosztują miasto rocznie 18 mln!!!
Oczywiście, że trochę generalizuję. Część wniosków o nauczanie indywidualne jest zasadnych. Też część nauczycieli kierowanych  na tzw. ?urlopy zdrowotne?, mogłoby starać się o zwolnienia lekarskie z pracy. Tyle, że wtedy nie obciążałoby to budżetu miasta, tylko ZUS, tak jak zwolnienie lekarskie każdego śmiertelnika..
I aby wyrzucić z siebie resztę pretensji do lekarzy wspomnę o czymś, co już chyba tylko w Polsce jest ?chlebem powszednim?. To łatwość otrzymywania przysłowiowego L-4. Przypuszczam, a jest to przypuszczenie graniczące z pewnością, że na nieuzasadnionych zwolnieniach z pracy przebywa aktualnie kilkaset tysięcy ludzi. W Polsce funkcjonuje pojęcie ?pójść na zwolnienie?. Zwolnienia się często nie otrzymuje z powodu rzeczywistej, uniemożliwiającej pracę choroby. Na nie się ?idzie?. Część lekarzy zaczyna wczuwać się w sytuację swoich pacjentów i zamiast oceniać ich stan zdrowia, oceniają sytuacje życiową w jakiej pacjent się znalazł. Chcą Cię zwolnić? Takiego przyzwoitego człowieka? Masz L-4. Pociągniemy przez 6 m-cy, a potem może jeszcze dostaniesz zasiłek rehabilitacyjny przez kolejne trzy. To niestety nierzadka praktyka. A proceder wcale nie wynika z pobudek merkantylnych. Dziś lekarze w 99,9% nie dają już zwolnień za pieniądze. Kiedyś dawali. Dziś dają zwolninie bo jest im żal pacjenta. Pacjenta - sąsiada, pacjenta - znajomego, pacjenta - członka rodziny. I to dopiero  jest chore.

 

 

 



HOCki klocki [ 2012-05-23 19:54:36 ]

Co to są hocki-klocki? Wg. Wlk. Słownika PWN, hocki-klocki to cyt:?rzeczy niepoważne, błahe, pozbawione sensu?.
Konferencja ?Terry? dotycząca odpowiedzi Ministra Zdrowia na interpelacje posłów C.Hoca i S.Strzałkowskiego,  po raz kolejny spowodowała niepokój mieszkańców Szczecinka. Tym razem obok znanych już mieszkańcom Szczecinka, a lubującym się w straszeniu ludzi,   działaczy ?Terry?,  w konferencji wzięli udział parlamentarzyści z PiSu: Czesław Hoc i Marek Gróbarczyk. Ten ostatni to euro- parlamentarzysta, a przy okazji publicysta Radia Maryja. Piszę  o Radiu Maryja nie bez kozery, bo jakość przekazu z konferencji może być porównywalna z jakością i rzetelnością rzeczonego radia, a manipulowanie faktami to wg. mnie wręcz znak rozpoznawczy tej szacownej rozgłośni.
Teraz  w Szczecinku ludzie nie umierają już jak muchy z powodu wpływu pewnego zakładu pracy na układ limfatyczny. Teraz umierają na raka płuc.
Pytanie posłów do Ministra Zdrowia, dotyczyło zachorowalności i umieralności na nowotwory w powiecie Szczecineckim. Wypowiedzi uczestników konferencji dotyczyły już tylko umieralności. Dlaczego?
No właśnie. Ja znam odpowiedź. Bo dane dotyczące umieralności mieszkańców powiatu szczecineckiego na jeden z nowotworów (raka płuc i oskrzeli), są gorsze, a dane dotyczące zachorowalności na ten sam nowotwór, dobre. Jednak PiS nie jest zainteresowany przekazywaniem ?dobrej nowiny?. A przecież przynajmniej publicysta Radia Maryja, powinien być.
Dane dotyczące epidemiologii nowotworów, zebrane są w Polsce w jednym jedynym miejscu: Zakładzie Epidemiologii i Prewencji Nowotworów Centrum Onkologii w Warszawie (www.onkologia.org.pl) . To tam spływają dane przekazywane przez Regionalne Centra Onkologii i każdy kto wypowiada się na temat epidemiologii nowotworów, musi sięgnąć do  właśnie tego, zebranego przez Zakład materiału. Jest on następnie publikowany i ogólnie dostępny on-line.
Na konferencji  powoływano się na ?badania przeprowadzone przez Ministerstwo Zdrowia?. Otóż ministerstwo nie prowadzi żadnych badań. Ministerstwo to urzędnicy, a nie zakład naukowy. Odpowiedź dla posłów  przygotował podobno Państwowy Zakład Higieny.
A teraz po przydługim wstępie powiem jak wygląda analiza materiału dostępnego na stronach Centrum Onkologii, bądź co bądź mojej ?macierzystej jednostki?,  bo tam właśnie robiłem specjalizację z chirurgii onkologicznej. Dostępne dane statystyczne dotyczą lat 1999 - 2009 (nie wiem skąd autorzy wzięli nie opracowany jeszcze materiał roku 2010?). Ja wziąłem zbiorcze dane z lat 2005 -2009, bowiem w statystyce im dłuższy okres i większe liczby, tym bardziej wiarygodne wnioski.
1. Liczba zgonów na wszystkie nowotwory: - średnia dla województwa (tzw. surowy wskaźnik umieralności, czyli liczba zachorowań podzielona przez liczbę mieszkańców i pomnożona przez 1000) to 6,76 dla mężczyzn(M) i 5,38 dla kobiet(K). Im wyższy wskaźnik tym gorzej. Dla powiatu Szczecineckiego  to odpowiednio 6,71 (M) i 4,67(K)- a więc oba poniżej średniej wojewódzkiej.  Wskaźnik jest niższy niż w Szczecinku  w 8 powiatach województwa, a wyższy aż  w 11-tu. Wyższy jest nomen omen m.in. dla powiatu kołobrzeskiego ? 6,87 mężczyźni i 4,67 kobiety (matecznik posła C.Hoca) i białogardzkiego ? aż 7,45 mężczyźni i 5,54 kobiety! (posła S.Strzałkowskiego)
2. Liczba zgonów na raka płuc i oskrzeli analizując powiaty Województwa Zachodniopomorskiego, jest rzeczywiście najwyższa w powiecie szczecineckim (wskaźnik 2,48 dla M). Jednak wskaźniki w kilku powiatach województwa np. koszalińskim (2,39),  drawskim (2,36), czy wałeckim (2,35) zbliżone. Dla kobiet już wskaźnik umieralności z powodu raka płuc wcale najwyższy w Szczecinku  nie jest. Tu jesteśmy ? w środku stawki? (0,71) przy np. 0,85 dla powiatu koszalińskiego czy 0,85 dla stargardzkiego. 
Biorąc pod uwagę, iż rak płuc charakteryzuje się bardzo długim okresem inkubacji, czyli koniecznym długim okresem wpływu czynników wywołujących raka, tzw. promotorów,  na powstanie nowotworu (kilkadziesiąt lat!) i występuje prawie wyłącznie u palaczy,  tak proste i naiwne wyciąganie wniosków co do powiązań przyczynowo-skutkowych, jak  zrobiono to na konferencji ?Terry?, jest delikatnie mówiąc błędne.

3. Liczba odnotowanych nowych zachorowań na raka płuc  w latach 2005-2009 w powiecie szczecineckim jest jedną z najniższych w województwie. W analizowanym okresie, w naszym powiecie zachorowało na raka płuc wśród mężczyzn - 139 osób, a dla przykładu w powiatach o porównywalnej liczbie mieszkańców: Kołobrzeskim - 145, Goleniowskim - 170 czy Gryfińskim - 199. Podobnie ?dobrze?, jest wśród kobiet. Trudno uwierzyć, by przynajmniej dr C.Hoc o tym nie wiedział, tym bardziej, że dane można sprawdzić w 15 min.
Mleko się rozlało. Nieprawdziwy, tendencyjny przekaz poszedł w Polskę. ?Czy żyjemy na nowotworowej bombie? ?, pisze tygodnik ?Temat?, a tekst powielony jest na stronach internetowych, posłów PiS. O ?problemie? napisały miejscowe i regionalne dzienniki. Na sensacje o ?zagłębiu śmierci? czyha już pewnie mój ulubiony  redaktor TVP3. Ludzie chcący odwiedzić Szczecinek znów 2x pomyślą zanim tu przyjadą. Bo przecież nikt nie chce umierać na raka.
Posłowie PiS to cyniczni gracze, więc niczego lepszego nie należy się po nich spodziewać, ale nasi mieszkańcy, nawet ci  świeżo pozyskani?? Pewnie otworzyli wieczorem szampana. Jest super. Jak wspaniale udało się nam zaszkodzić miastu !!! Teraz założymy dla odmiany  t-shirty z napisem: ?chcesz mieć raka, przyjedź do nas?. Ale będą jaja.
A straty, dla budżetu miasta, hoteli, restauracji, sklepów, obiektów sportowych  będą rzeczywiście poważne.  I nikt nie będzie zastanawiał się, że to tylko HOCki-klocki.


Po przespaniu się? [ 2012-05-05 19:01:31 ]

Życie nauczyło mnie wielu rzeczy. M.in. nauczyło mnie  by nie komentować w emocjach. Dlatego postanowiłem przespać się z przemyśleniami i poczekać do dziś z napisaniem kilku słów na temat wydarzeń jakie miały miejsce na szczecineckim placu,  03 maja.
W relacji z obchodów 3 majowych, redaktor ?Tematu? pisze, iż moja krytyka skierowana w stronę księdza wygłaszającego homilię była podyktowana tym, iż burmistrz był wystawiony na zbyt mocne słońce. Ten pełen kultury i finezji komentarz, pochodzący prawdopodobnie od naczelnego ?Tematu?, można by skomentować w podobnym stylu. Ja siedziałem w cieniu, ale panu redaktorowi słońce tak przegrzało główkę, iż nie potrafił słuchać ze zrozumieniem.  Można by tak ?polemizować?, ale przecież to do niczego nie prowadzi. Sprawa jest poważniejsza.
Wszyscy którzy uważają, że homilia, czy też chyba raczej kazanie, nie nawoływało do nienawiści, nie dzieliło, nie poruszało wątków walki z ludźmi o innych poglądach i preferencjach, nie obrażało reprezentantów dziesiątków zawodów, polityków, samorządowców, urzędników, lekarzy, dziennikarzy, pracodawców, powinni jednak ponownie go wysłuchać.  Z głoszeniem słowa Bożego miało to niewiele wspólnego. Wysłuchaliśmy interpretacji naszej sytuacji społeczno-politycznej, postrzeganej przez ?Gazetę Polską? i Radio Maryja. Jednostronnej, pełnej złości, frustracji, prostych diagnoz  i wskazywania winnych. Był to przekaz człowieka który udawał, że nie dostrzega, iż trwa najpoważniejszy od końca lat dwudziestych ubiegłego wieku ogólnoświatowy kryzys, w którym staramy się jakoś bronić i  w którym obiektywnie wcale nie wychodzi nam to najgorzej. Który starał się pokierować wszystkich którym źle, a takich jest, nad czym ubolewam, wielu, przeciw rządzącym każdego szczebla. Bo to przecież oni są wszystkiemu  winni.  Bo to oni kłamią, kradną,  są skorumpowani,  namawiają do  bezsensownych reform, nie mają wstydu i honoru, walczą z kościołem, wysyłają biednych Polaków do pracy poza granicami kraju i wdzięczą się do społeczeństwa udając, że wszystko jest super. I tak Ksiądz dokonał cynicznej manipulacji, pokazując kraj w najczarniejszych barwach i przekształcając przy okazji uroczystości 3-cio Majowego święta, święta które powinno przypominać o konieczności jednoczenia się  Polaków  w trudnych chwilach naszej historii, w wiec wyborczy PiSu.
Jak w latach ubiegłych Kościół był współorganizatorem uroczystości 3 Maja. Był współorganizatorem, bo 3 Maja to też święto kościoła. Świeto  Matki Boskiej Królowej Polski.  Jednak zamiast słów odnoszących się do tego właśnie wątku, usłyszeliśmy półgodzinną jednostronną krytykę otaczającej nas rzeczywistości. Krytykę wygłoszoną przez przecież bardzo jeszcze młodego człowieka. Nie mogę w tym momencie nie zadać pytania. Bracie. Jakie masz prawo, czego dokonałeś, jakie masz zasługi i  doświadczenie, by stawać przed nami jak Katon Starszy i wydawać tak kategoryczne i arbitralne osądy i nawołując  we wszystkich wątkach do zburzenia Kartaginy? Czy fakt uzyskania święceń kapłańskich jest wystarczającym powodem byś uwierzył,  że masz prawo wystawiać oceny i pouczać wszystkich w koło? Jakie masz Bracie prawo do tak nieuczciwego wrzucania wszystkich do jednego worka? Czy podobało by Ci się Bracie, gdyby o wszystkich duchownych mówić jako o wynaturzonych nierobach,  pasibrzuchach i pedofilach? A przecież tacy też są.  Czy to jednak wystarczający powód by tak jak dokonałeś tego, generalizować?
Dedykując księdzu zdanie o potrzebie tolerancji dla myślących i odczuwających inaczej, wskazując na to, że homilia powinna łączyć a nie dzielić, dokonałem ?na gorąco?, możliwie najgrzeczniejszej i najbardziej powściągliwej oceny tego co usłyszałem. Oceny we wzburzeniu, więc takiej jakiej staram się od dłuższego czasu, właśnie unikać.  A teraz gdy się z tym przespałem?  nazwał bym to znacznie dosadniej.

 


Ormiański kebab [ 2012-04-30 16:54:23 ]

Wreszcie gorąco. Może nawet zbyt gorąco, bo zmiana temperatury z dnia na dzień o 20 stC może być dla niektórych niebezpieczna.
W zakładach pracy znaczna część pracowników poprosiła o trzy dni urlopu, robiąc sobie w ten sposób wolne  de facto przez dni dziewięć.  W ratuszu nie inaczej. Wydziały przerzedzone, ale pracujemy. No może poza najbliższym piątkiem, kiedy to zamkniemy urząd na kłódkę.
Weekend spędziłem na lustracji miasta i ?obsługiwaniu? kilku imprez. W ciągu weekendu, aż cztery pary obchodziły złote gody i miałem przyjemność w imieniu Prezydenta RP, odznaczać starszych państwa medalami za długoletnie pożycie małżeńskie.
Swój kolejny sezon wodniacki rozpoczął SzLOT. Następnego dnia, czyli w niedzielę, co godzinę Szczecinek pokazywany był w kilkuminutowych wejściach w TVN24. Redaktor Kasprzyk, mówiący tym razem bardzo ciepło i z pasją  o naszym mieście, zrehabilitował się za nierzetelne pokazywanie Szczecinka w czasie ?sporu o miedzę?, jaki toczyliśmy z Wójtem kilka lat temu. No może ?miedza? była nieco większa, ale racja i tak była po naszej stronie.  Dziś nikt już chyba w Trzesiece i Świątkach nie żałuje podjętej przez Radę Ministrów  decyzji o rozszerzeniu granic miasta. Emocje opadły i nawet z Wójtem rozmawiamy już ludzkim językiem.
W niedzielę odbył się też mini turniej piłki nożnej, zorganizowany przez szczecineckich Ormian. Fajna impreza i bardzo mili ludzie. Ormianie podobnie jak Ukraińcy czy Romowie, dobrze zasymilowali się w Szczecinku. W niedzielę chcieli przypomnieć mieszkańcom o 97 rocznicy rzezi dokonanej na ich rodakach przez Turków. W ciągu kilku lat, ale przede wszystkim w roku 1915 dokonano próby prawdziwej eksterminacji narodu. W krótkim czasie zabito i to często z niespotykanym w nowożytnej historii okrucieństwem,  około półtora miliona Ormian. Świat długo czekał by uznać ten barbarzyński akt za ludobójstwo. Jednak wydarzenia z 1915 roku należy nazwać po imieniu i nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż   mieliśmy do czynienia właśnie z ludobójstwem. Ćwierć wieku później, śladem Turków poszedł Adolf Hitler, a po kolejnych kilkudziesięciu latach, Slobodan Miloszewicz.
Rzeź Ormian zaczęła się od wymordowania ormiańskiej inteligencji.  Czy nie przypomina to historii mordu w Katyniu, wywiezieniu do obozów koncentracyjnych profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, czy rozstrzelania profesorów lwowskich?
Historia powinna nas uczyć nie tylko dat  wydarzeń historycznych i imion władców. Te wiadomości, tak chętnie zadawane uczniom ?do wkucia?, są może właśnie najmniej istotne. Historia powinna przede wszystkim pokazywać, iż pewne wydarzenia, nawet te najtragiczniejsze, cyklicznie powtarzają się.  A żeby  próbować im zapobiec, trzeba m.in.  przypominać o cierpieniu poprzednich pokoleń.
Ormianie turnieju nie wygrali. Ich drużyna ?Ararat? zajęła trzecie miejsce, ale pokazali, że są, że pamiętają i że zależy im, by o ich tragicznej historii mówić jak najwięcej.
Na koniec urządzili na ?Ślusarni? poczęstunek  kulinariów rodem z Armenii.  Szczególnie zachwalali kebab. I nie mogli sobie darować przy zachwalaniu potrawy: ?..To kebab  ormiański, najlepszy na świecie. Nie taki jak turecki!?


Oczywista oczywistość [ 2012-04-25 21:39:14 ]

Joachim Brudziński przekonuje do powstania projektu rozwoju województwa zachodniopomorskiego. Mimo, że jest to jeden z najbardziej antypatycznych polskich  polityków i zwykle wygłasza brednie, wydaje się, iż tym razem wyjątkowo ma rację. Zachodniopomorskie zaczyna być województwem specjalnej troski. Patrząc z lotu ptaka: brak znaczących zakładów pracy, znikający przemysł stoczniowy, a do tego zła infrastruktura drogowa i niezbyt dobre perspektywy na jej poprawę. W efekcie beneficjenci olbrzymich inwestycji infrastrukturalnych powstałych w ostatnich kilkunastu latach m.in. w płd Polsce, tacy jak Dolnośląskie czy Śląsk, przejmują inwestycje zagraniczne i zapełniają swoje  i tak już pękające w szwach, specjalne strefy ekonomiczne. A u nas bryndza. Do tego w ramach słabo rozwijającego się województwa, następuje znów podział na biedny wschód (dawne koszalińskie) i tylko nieco bogatszy zachód.
Problemy o których mówi Brudziński skupiają się jak w soczewce w Szczecinku. Co z tego, że  pokazujemy Chińczykom czy Skandynawom teoretyczną bliskości granicy z Niemcami, czy bliskości portów, skoro brak dofinansowania przebudowy 11-tki, brak decyzji o wznowieniu działalności portu lotniczego w Zegrzu Pomorskim, zaniechanie   modernizowania linii kolejowych przechodzących przez Szczecinek,   powodują,  iż zagraniczni kontrahenci,  ostrożnie odnoszą się do inwestycji w naszym mieście.
Budowa fabryki w strefie jest opłacalna. Inwestor skorzysta przynajmniej do 2019 r, a pewnie i dłużej,  z ulgi w podatku od osób prawnych, która to ulga powiązana jest z wielkością nakładów inwestycyjnych,  lub kosztami zatrudnienia w nowotworzonych miejscach pracy.  Podobnie może skorzystać z pięcioletniego zwolnienia z podatku od nieruchomości, co wynika już dla odmiany  z prawa miejscowego. Jednak z takich ulg potencjalny inwestor może skorzystać również we Wrocławiu, czy w Tychach. Stamtąd też blisko do Niemiec, a infrastruktura, również ta drogowa, dużo lepsza. Dlatego do inwestowania na tych terenach Polski w których bezrobocie, jak ma to miejsce w powiecie szczecineckim sięga 27%, trzeba dodatkowych zachęt ze strony państwa. Takim narzędziem mogłyby być  m.in. gwarancje rządowe czyli tzw. granty. Wsparcie inwestycji zagranicznych zależy teoretycznie od rekomendacji Ministra Gospodarki, ale środki na gwarancje państwa zapewnia de facto Minister Finansów.  A w roku bieżącym środków jest mało. Trzy razy mniej niż np. w roku 2008. Jak podaje ?Dziennik Gazeta Prawna? na wsparcie państwa czeka 20 firm zagranicznych.  Inwestycje tych 20 inwestorów warte są łącznie prawie 2,0 mld zł. i stworzyłyby ok. 5 tys. nowych miejsc pracy. Jednak znaczna cześć ze starających się o pomoc państwa, odejdzie z kwitkiem. Wtedy zwrócą się do Bułgarów, Węgrów lub Rumunów, bo tam gwarancje rozdawane są hojniej.
Przy długiej kolejce oczekujących na wsparcie rządu, Szczecinek ma raczej nikłe szanse. Dlatego  rzeczywiście powinny być stworzone sztywne mechanizmy  pomocy. Taki program  został stworzony m.in. dla tzw. ściany wschodniej. Jednym z mechanizmów mogłoby być deklaratywne powiązanie wsparcia państwa dla inwestycji w strefach ekonomicznych usytuowanych w miejscach szczególnie wysokiego  bezrobocia. Kto przyjdzie do Szczecinka i stworzy np. 300 miejsc pracy, pomoc otrzyma.
Warto pochylić się nad tego typu pomysłami, bo nożyce rozwoju polskich regionów  będą się coraz bardziej rozwierać. A przecież żyjemy w tym samym kraju. To oczywista oczywistość i dostrzega ją nawet Joachim Brudziński.


Czekając na słońce [ 2012-04-22 12:07:31 ]

Chyba wszyscy czekamy na słońce. Po kilku pięknych dniach marca, pogoda wróciła do środkowoeuropejskiej normy. Jest chłodno i szaro-buro.  A najbardziej wkurzające są ciągłe zapowiedzi upałów, które są ponoć już tuż, tuż, aby w ostatniej chwili zostać po raz kolejny przez meteorologów odwołane.  Teraz taka ?pogodowa kiełbasa? zapowiadana jest na długi weekend maja, a pewnie wyjdzie jak dotychczas. Wiem, że marudzę, ale mam już dość chłodu, palenia w kominku i ubierania się ?na cebulę?.
Wczoraj czyli w sobotę 21 kwietnia, próbę zadekretowania lata podjęli motocykliści. Przybyło ich do Szczecinka dobrze ponad stu.  Przyczynkiem do tego jednodniowego zlotu była ogólnopolska akcja oddawania przez motocyklistów krwi. Akcja ze wszech miar  cenna. Krew jest w Polsce od dość dawna towarem deficytowym, a kierowcy silnikowych jednośladów są statystycznie częściej niż inni, ?konsumentami? tego trudnego do zastąpienia leku. Akcję oddawania krwi przygotował Szczecinecki Ole Karter Klub. Ja ze swej strony zapewniłem pewną pomoc finansową miasta  i udostępniliśmy dla przeprowadzenia pobierania krwi szczecinecki ratusz. Wszystko było dogrywane od kilku miesięcy z Wojewódzką Stacją Krwiodawstwa, więc wydawało się, że logistycznie akcja dopięta jest na ostatni guzik. Punktualnie o 10.00 oficjalnie przywitałem motocyklistów przed ratuszem i pierwsza grupa z około siedemdziesięciu osób które zadeklarowały chęć oddania krwi, udała się na salę obrad Ratusza, gdzie wszystko już miało być przygotowane.  I było... poza jakimiś kodami bez których podobno nie wolno nikomu krwi ?utoczyć?.  Zdziwieni kierowcy dowiedzieli się, że mają przyjść za ok. dwie godziny, bo właśnie ktoś wyjechał po te nieszczęsne kody do Drawska Pomorskiego.  Finał był taki, że zamiast pobrać krew od siedemdziesięciu krwiodawców, pobrano ją od dwudziestu kilku!
To dobry przykład na to, jak przez beztroskę i niekompetencję, łatwo roztrwonić społeczny zapał i entuzjazm.  Zamiast fetowania sukcesu, pozostały niesmak i zażenowanie.
Mimo wszystko dzień można zaliczyć do udanych. Ole Karter Klub zaprosił wszystkich chętnych do swojej siedziby czyli tzw. Club House na Świątkach.  Jakiś czas temu miasto, nie bez pewnych kontrowersji, za zgodą radnych, podjęło decyzję o wieloletniej dzierżawie pustego, zdewastowanego i niszczejącego budynku. Wczoraj klubowicze mogli z satysfakcją oprowadzić gości po wyremontowanym już w  znacznej części obiekcie. Wyremontowanym z dużą pomysłowością rękoma klubowiczów i co ważne, wyłącznie za ich środki.
W Club House zagrały szczecineckie kapele, na czele  z lepszą z roku na rok  ?Materią?. Było piwo, kiełbasa z rożna i świetna atmosfera motocyklowego święta.  Szczecinkowi przybył bardzo fajny  klimatyczny klub.  Gdy patrzy się na nie zrażających się przeciwnościami losu członków Ole Karter Klubu, jestem w stanie znów uwierzyć, że entuzjazm może góry przenosić. I nawet łatwiej jest poczekać na ładną pogodę. A może jednak ocieplenia na majowy weekend nie odwołają ?

 


Kto milczy, zdaje się zezwalać [ 2012-04-04 18:59:54 ]

Długo zastanawiałem się, czy zabrać głos w sprawie wyroku Sądu Rejonowego w Szczecinku, oraz utrzymania tegoż wyroku  przez Sąd Okręgowy w Koszalinie. Chodzi o sprawę karną jaką wytoczyłem z oskarżenia prywatnego przeciw dwóm osobom: internaucie i właścicielowi portalu internetowego.  W przytaczanej sprawie zarzucałem obu mężczyznom, iż przekroczyli dopuszczalne prawem granice  krytyki, nazywając mnie lekarzem Żydem, szczecineckim doktorem Mengele, pomagającym szczecineckiemu Auschwitz, którą to nazwę ?dowcipnie? przypisano w przytoczonym internetowym artykule, firmie Kronospan.
Sprawa, przynajmniej dla mnie, wydawała się oczywista. Użyte porównania są wręcz niesłychane. Nazwanie lekarza, do tego osoby publicznej piastującej w mieście dość ważny urząd, osoby której funkcjonowanie oparte powinno być na pewnym zaufaniu społecznym, mianem najgorszego z możliwych zbrodniarzy hitlerowskich, nie trzyma jakichkolwiek standardów polemiki publicznej.
Nie chcę wracać do aktu oskarżenia, a jedynie chciałbym odnieść się do   uzasadnienia wyroku. Wyroku który przyznaję,  był dla  mnie wielkim zaskoczeniem. A może nawet nie tyle wyrok, co właśnie jego uzasadnienie. Otóż  Wysoki Sąd stwierdził, iż mimo iż artykuł jest obraźliwy, to skierowany jest przeciw politykowi, a polityk powinien być oceniany inaczej. Powinien mieć ?grubszą skórę? i być przygotowanym na  ostrzejszą krytykę. W związku z tym Sąd  uznał, iż czyny których popełnienie zarzuciłem obu panom,  mają znamiona niewielkiej szkodliwości społecznej i odstąpił od ukarania właściciela portalu. Drugiego oskarżonego Sąd całkowicie uwolnił od zarzutu, wskazując, iż oskarżenie nie jest w stanie udowodnić, iż to właśnie ta a nie inna osoba napisała przedmiotowy tekst. ?Artykuł? został napisany  i wysłany z komputera który jest co prawda własnością oskarżonego i który stał w jego mieszkaniu, ale do tegoż  komputera miały dostęp inne osoby z rodziny oskarżonego, które w trakcie przewodu sądowego, zgodnie z przysługującym im zresztą prawem, odmówiły składania zeznań.(?)
Wyrok jak się okazało, trzyma się  ogólnopolskiego trendu, unikania karania przez sądy w sprawach o ?pomówienie internetowe? przeciw politykom.
Sprawa wydaje mi się na tyle ważna ?systemowo?, że najprawdopodobniej skorzystam z przysługującego mi uprawnienia i wniosę kasację od wyroku Sądu Okręgowego do Sądu Najwyższego.  Bo bardzo chciałbym aby wydający wyrok i piszący uzasadnienie sędzia, wyjaśnił mi, jak Jego wywód o innym  traktowaniu polityków, ma się do Konstytucji, gwarantującej w art. 32, wszystkim obywatelom Rzeczpospolitej, równe traktowanie wobec prawa? Równość wobec prawa jest bowiem tzw. normą konstytucyjną, a wszelkie prawo, a więc i orzeczenia sądów, muszą być zgodne z  ustawą zasadniczą. Czy publiczne wyartykułowanie przez Sąd, iż polityk może być traktowany w związku z funkcją jaką pełni, inaczej niż inni,  nie jest sprzeczne z konstytucją?
Sąd Okręgowy utrzymał wyrok w mocy, opierając się na moim stwierdzeniu w czasie pierwszej rozprawy w Szczecinku, iż cyt. ??oskarżony  nie jest w stanie mnie obrazić?. Jeśli więc nie czuję się przez oskarżonego obrażony, to i ,, nie ma sprawy?.
Trudno mi się zgodzić  z takim sposobem myślenia. Uczucie jakie żywię wobec człowieka który szkaluje mnie od lat na swoim portalu, można określić mianem głębokiej pogardy. Jeśli kimś gardzimy, nie może tak naprawdę nas dotknąć. Dlatego przez długi czas ignorowałem portal  i nie reagowałem na obelżywe insynuacje dotyczące mnie i moich najbliższych. Jednak czy oznacza to, że wypisywanie plugastw jest zgodne z prawem? Że kolportowanie w mediach elektronicznych  wpisów naruszających prawo, nie powinno być karane?  Czy rzeczywiście mamy do czynienia z niewielką szkodliwością społeczną czynu?
Qui tacet, consentire videtur - kto milczy, zdaje się zezwalać.   Po wyroku szczecineckiego sądu, internauci otrzymali jasny sygnał. Jest  zielone światło dla pisania, co ślina na język przyniesie.  Od dziś możemy już napisać o burmistrzu miasta absolutnie wszystko. Że jest złodziejem, łapownikiem, pedofilem i jakich tam jeszcze inwektyw zapragniemy, by tylko złagodzić swą frustrację. I tak się właśnie dzieje (patrz m.in. wydanie internetowe ?Tematu?)
Chciałbym spytać wydających swe salomonowe wyroki.  Czy by zareagowali, gdyby internauta napisał, iż należy ich porównać do  nazistowskich sędziów posyłających do gazu za fakt, iż było się Żydem? Sądząc po stosowanej w uzasadnieniach wyroku retoryce, pewnie nie reagowali by. Bo pewnie do sędziów też wolno stosować jakąś inną miarkę? Tylko jaką?


Ręce opadają jak dojrzałe wiśnie [ 2012-03-28 20:49:59 ]

Na Podhalu ludzie reagują tak na halny. Na Wybrzeżu, na sztorm na Bałtyku. No i właśnie idzie front atmosferyczny. Pogoda załamuje się. Dlatego, nie należy się dziwić, iż środa 28 marca obfitowała w zadziwiające zachowania.
W  Warszawie, J.Kaczyński  uczestniczył w ?tele-moście?, opowiadając nielicznym zgromadzonym w Brukseli i chcącym go słuchać uczestnikom  ?wysłuchania?, o zamachu, którego celem stał się Jego zmarły w katastrofie pod Smoleńskiem brat. W Brukseli wtórowali mu Marta Kaczyńska i Antoni Maciarewicz. Wszyscy którzy myśleli, iż jest po sprawie, wiedzą już jak bardzo się pomylili. Dwa domniemane wybuchy w powietrzu, świadczące przecież czarno na białym o zamachu i minister Radosław Sikorski, cichy wspólnik zamachowców, który w zagadkowy sposób, już godzinę ?po zamachu? wiedział, iż nikt nie przeżył.
Farsa jakiej jesteśmy świadkami byłaby, jak przystało na spektakl komediowy śmieszna, ale pod warunkiem, że nie chodziłoby o tragiczną śmierć elity politycznej naszego państwa. Marszałek Stefan Niesiołowski mówi w po raz kolejny w TVN, o konieczności zaangażowania psychiatrów. Ludzie nie lubią tak ostrego tonu, ale jak można się nie zgodzić? W czasach mojej młodości mówiono: ręce opadają jak dojrzałe wiśnie.
W Szczecinku sesja Rady Miasta. Zajęci sprawami maluczkich, nie mogliśmy śledzić bredni wygłaszanych przez  PiS na międzynarodowym forum. Jednak mieliśmy własne ?doznania?, chociaż oczywiście jak przystało na ?prowincję?, mniejszego kalibru.
Cała, no może lekko zdekompletowana przez brak radnego Romana Matuszaka grupa radnych Wspólnoty Samorządowej, zagłosowała m.in. przeciw uchwaleniu planu zagospodarowania Mysiej Wyspy.  ?Radnym sprawozdawcą? artykułującym wątpliwości radnych Wspólnoty, zrobiono panią Joannę  Pawłowicz.  Błąd.  Dawno nie słyszałem aby radny wypowiadał się tak bardzo  nie na temat i tak bezsensownie.  Tym dziwniejsze, że właściwie nie tyle wypowiadała się, co czytała z kartki. Młodzi mówią w takim wypadku: co zrobić jak kobieta nie kuma? Hmm. Rzeczywiście, co zrobić? Spuścić kurtynę milczenia?
Podobno uchwalany plan wpędza nas w kolejne koszty związane z budowaniem infrastruktury turystycznej! Tylko czy to prawidłowa polityka, pyta dramatycznie pani J.P.? Czy zinwentaryzowano wybudowane obiekty turystyczne typu wyciąg do nart wodnych i obliczono czy są dochodowe? To samo ze statkami pływającymi po jeziorze? A co z pomostami, ścieżkami rowerowymi, halami sportowymi, kortami? Oczywiście jeśli to wszystko nie przynosi wprost zysków, nie powinno powstać! Taki jest wydźwięk wypowiedzi radnej. I dalej? Czy w takiej sytuacji powinniśmy dopuszczać zapisy planu umożliwiające powstawanie kolejnych obiektów typu hotel czy restauracja? Ile będzie nas kosztowało niezbędne dla wykonania tych inwestycji uzbrajanie wyspy?
Plan zagospodarowania przestrzennego to dokument planistyczny opisujący jakiś kwartał miasta i możliwości powstania na nim w przyszłości, takiej lub innej zabudowy. To plan strzegący tzw. ?ładu urbanistycznego miasta?. Czy trzeba mieć doktorat by spróbować to zrozumieć? Plan dopuszcza możliwość budowy np. restauracji. Jednak przecież to nie miasto będzie ją budować! A media zostały doprowadzone do Mysiej Wyspy za pieniądze unijne (z Civitasu), już rok temu. Szkoda, że radna Pawłowicz ten fakt przeoczyła.
Mysia Wyspa staje się jednym z najpopularniejszych  i najchętniej odwiedzanych miejsc w mieście. Plan zagospodarowania dopuszcza w przyszłości wybudowanie na niewielkiej części wyspy restauracji i pensjonatu. Porządkuje  powierzchnie i linie zabudowy, dając preferencje zieleni, plaży i uatrakcyjnianiu sposobu wypoczynku, za którym ?zagłosowali? w 2011r. nogami i swymi rowerami, mieszkańcy Szczecinka.
Mają więc rację radni Wspólnoty głosując przeciw.  Przecież reprezentują PiS.  Muszą być bystrzy inaczej.

 


Dobrze że nie mamy Dolomitów [ 2012-03-18 13:24:31 ]

Skończył się długo oczekiwany przeze mnie urlop. Przez tydzień jeździłem na nartach we włoskich  Dolomitach, w przeróżnych stacjach  narciarskich otaczających Moenę.  Narty w marcu są niezwykłą przyjemnością.  Narciarzy już  nieco mniej niż w środku sezonu, a warunki do jeżdżenia zwykle nadal bardzo dobre. No i pogoda. Przez siedem dni nad Dolomitami nie pojawiła się jedna chmurka. ?Lampa? od rana do zachodu słońca.
Wyjazdy poza granice kraju, to nie tylko odpoczynek od pracy, miejscowych problemów, oraz miejscowych  malkontentów i frustratów. To też okazja do przeróżnych obserwacji, czasami banalnych, a czasami dających głębsze spojrzenie na naszą miejscową rzeczywistość. Bo z daleka często wiele rzeczy widać znacznie lepiej.
Moena to liczące 2600 mieszkańców  miasteczko w płd. Tyrolu a dokładnie w Trydencie. Przypomina zupełnie  zabudową Tyrol austriacki. Bogate w drewniane tarasy, wykusze,  werandy, przeróżną  ornamentykę, domki. Wąskie uliczki pnące się czasami pod kątem 45 stopni w górę. Powszechny brak chodników i konieczność pogodzenia ruchu ulicznego z ruchem pieszym. Typowy, wymuszony okolicznościami, shared space.  I taka oto refleksja. Jak udaje się im przejść różnego rodzaju ograniczenia i przepisy tak bardzo krępujące urbanistyczny rozwój miast w Polsce? U nas wiele zastosowanych w Moenie rozwiązań byłoby to nie do pomyślenia. Tam wszystko jest nienormatywne i jakoś nikomu to nie przeszkadza. A przy tym przecież zachowane są pewien ład przestrzenny i  architektoniczna logika.
Paliwo we Włoszech drogie. Trochę droższe niż w Niemczech i znacznie droższe niż w Austrii. I co ciekawe, cena oleju napędowego sporo niższa niż etyliny. A więc czy utrwalana przez ostatnie miesiące w Polsce teza, iż teraz już na lata jesteśmy skazani na drogie paliwo do diesla jest na pewno prawdziwa?
Karnety na wyciągi czyli tzw. skipassy, dość drogie. Jednak istnieje  możliwość skonfigurowania np. tygodniowej jazdy w różny sposób. Najpopularniejszy, ale też najdroższy  skipass, czyli Dolomity super-ski, daje możliwość  wejścia na dowolny wyciąg i  jazdy dowolną ilość razy w każdym  z kilkudziesięciu ośrodków narciarskich od Kronplazu po Cortinę d?Ampezzo. W Polsce jeszcze rok temu trudno było kupić jeden  skipass na wyciągi w jednej miejscowości, nawet tak malutkiej jak Białka Tatrzańska.
Atrakcyjność włoskich Dolomitów to nie tylko umiejętna sprzedaż możliwości korzystania z pięknych gór. To cała rozbudowana infrastruktura narciarska, setki wielokilometrowych nartostrad, bary na stokach, dziesiątki narciarskich wypożyczalni i serwisów, skibusy dowożące narciarzy z każdej niemal miejscowości pod każdy wyciąg. U nas nadal górale grodzą swoje parcele, kłócą się o trasę prymitywnych tras zjazdowych na Gubałówce i  nie pozwalają na przebudowanie ?zakopianki?, a ekolodzy nie akceptują rozbudowy narciarskiej infrastruktury w Tatrzańskim Parku Narodowym. Dobrze więc, że nie mamy w Polsce Dolomitów. Wtedy dopiero byłoby przykro patrzeć, jak nie podnosimy pieniędzy leżących na ulicy. A wystarczyłoby się tylko nieco schylić.

 


Jakoś, to już było [ 2012-02-28 21:14:42 ]

Nagonka na Tuska i rząd PO ? PSL trwa. Wiele razy mówiłem o tym, że przez ostatnie kilka miesięcy popełniono wiele błędów. To prawda,  ale też potępianie każdej inicjatywy i działalności wszystkich bez mała ministerstw, jest postępowaniem zupełnie niezrozumiałym. Niezrozumiałe, przynajmniej dla mnie, jest też wyśmiewanie i szydzenie z prób reformowania finansów publicznych państwa. To, że nie da się żyć na coraz to wyższy  kredyt, pokazał dobitnie przykład Grecji. Niektóre reformy oszczędnościowe, czy się nam to podoba czy nie muszą być wprowadzone. Do takich pewnie najboleśniejszych należy podwyższenie wieku emerytalnego z 60 i 65, na 67 dla obu płci. Większość ludzi   chciałaby iść na emeryturę  wcześnie i dostawać w czasie korzystania z niej, dużo pieniędzy. Wcale się nie dziwię. Z drugiej strony, żyjemy coraz dłużej. Kobiety dożywają już średnio nieco ponad 80 lat, podczas gdy mężczyźni ok. 71. Społeczeństwo się starzeje, przyrost naturalny jest mały, więc proporcje między zarabiającymi, a emerytami, niekorzystnie zmieniają się i to w zastraszającym tempie. A najważniejsze jest to, że emeryturę czyli pensję od państwa w czasie gdy się już państwu  przychodów nie przynosi, należy sobie wypracować. Gdy pracuje się przez ok. 40 lat (powiedzmy od 20-tego do 60-tego roku życia), trudno jest wypracować nadwyżkę z której będzie się otrzymywało pieniądze przez kolejne 20-25 lat.
Czy w tej sytuacji podwyższenie wieku przejścia na emeryturę jest jakimś pomysłem absurdalnym? Oczywiście nie. Jest racjonalne. Kobiety przejdą na emeryturę dużo później, ale za to  powinny otrzymywać  na niej dużo więcej  pieniędzy. Bo po cholerę emerytura, jak nie starcza  na zaspokojenie podstawowych potrzeb? Gdybyśmy w przeszłości nie popełnili tylu błędów, nie zostali wmanewrowani w orbitę demo-ludów, gdyby nie sięgano w przeszłości wielokrotnie do pieniędzy ZUS by ?klajstrować dziury budżetowe?, bylibyśmy dziś w innym miejscu. Jednak co się stało to się nie odstanie i tego już nikt nie odwróci. Rząd proponuje dość ewolucyjne, stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego. Można by się tylko zastanawiać, czy niezbyt wolne. Tymczasem prasa i TV, z lubością pokazują protesty niezadowolonych Polaków sugerując, iż jest jakaś ?trzecia droga?. Nawołuje się w imię demokracji do ogólnonarodowego  referendum.  Jakim wynikiem zakończy się  takie referendum, można  z bardzo dużym prawdopodobieństwem przewidzieć. Dlaczego? Dlatego bo nie potrafimy patrzeć do przodu i nie jesteśmy w narodowej masie skłonni do wyrzeczeń. Jesteśmy mistrzami w zaklinaniu deszczu i przypuszczaniu, iż jakoś to będzie. A bez drastycznych, czasami bolesnych reform jakoś nie będzie. Jakoś, to już było. Będzie do d?y.


Pośpiech jest dobry przy łapaniu pcheł [ 2012-02-13 20:29:31 ]

Pomysły słuszne. Sposób realizacji już zdecydowanie mniej udany. Tak podsumowałbym serię ?wpadek? mojej partii w ostatnich miesiącach.  Nieumiejętnie wprowadzona ustawa o refundacji leków, pochopne podpisanie przez rząd, bez faktycznych konsultacji społecznych projektu ACTA, dość duży szum medialny i mnóstwo niedomówień w sprawie wydobycia gazu łupkowego i w końcu zaskakiwanie Polaków zmianą myślenia o umiejscowieniu elektrowni atomowej, z forsowaniem kuriozalnego pomysłu budowy w Gąskach. Nie takiego ?przyśpieszenia? oczekiwałem, chociaż oczywiście jestem za przygotowaniem i forsowaniem  nawet najtrudniejszych reform, z wydłużeniem wieku emerytalnego włącznie.
Daleko idące zmiany w różnych dziedzinach życia  powodują, iż  zaczynają one dotyczyć coraz to większych  grup naszego społeczeństwa.  A jeśli temat jest delikatny, to należy przygotować się do niego ze szczególną starannością. Bo pośpiech jest dobry tylko przy łapaniu pcheł.
Przeprowadzone w gminie Mielno referendum w sprawie lokalizacji w środku turystycznego pasa nadmorskiego, między Mielnem a Kołobrzegiem, elektrowni atomowej, pokazuje dobitnie, iż pomysł ten  nie znajduje akceptacji miejscowej społeczności. Czemu? Bo jest najzwyczajniej głupi. Każdy z popierających ten pomysł powinien odpowiedzieć sobie na pytanie: - Czy po posadowieniu w tym miejscu reaktora atomowego, wybrałbym się na wczasy do Mielna, Gąsek, Sarbinowa czy nawet Kołobrzegu?  Jeśli osoby  udzielające odpowiedzi byłyby  uczciwe, to niezależnie od tego czy uważają, iż siłownie atomowe są bezpieczne czy nie, musiałyby odpowiedzieć przecząco. Nikt nie przyjedzie nad bałtyckie morze w pobliże elektrowni atomowej. A zdecydowana większość mieszkańców pasa nadmorskiego na Pomorzu Środkowym, żyje z turystyki. Ludzie zainwestowali swe oszczędności w restauracje, bary, hotele, pensjonaty, kwatery prywatne, sprzęt pływający,  pola namiotowe czy campingowe. Dziś słyszą, że powinni się cieszyć bo będą mieli tanią, czystą  energię,  wokół elektrowni powstanie cała infrastruktura gospodarcza i dziesiątki miejsc pracy, a zatrudnieni tam pracownicy napływowi, też przecież będą musieli gdzieś mieszkać i się stołować. Pewnie jest w tym odrobina prawdy, tylko po pierwsze na to trzeba poczekać, a małe, z trudem rozkręcone  biznesy, czeka kilkuletnia zapaść. Zapaść której większość z nich nie przetrzyma. A po drugie?  Po drugie, po co dewastować dość dobrze rozwiniętą gospodarczo  płn. część Pomorza Środkowego i eliminować  z turystyki i tak dość krótkie wybrzeże naszego morza? Po co  skoro mamy całe wschodnie rubieże naszego państwa dla których elektrownia byłaby rzeczywiście szansą na rozwój gospodarczy i miejsca pracy?
Należy robić wszystko  by dla realizacji kontrowersyjnych, a zasadnych   pomysłów, uzyskać społeczną rekomendację. Są miejsca w Polsce w których przyjmą elektrownię atomową z otwartymi ramionami. Do takich należy podobno (chociaż się dziwię) gmina Darłowo, czy  choćby Żarnowiec. Elektrownia powinna być posadowiona blisko wody, a Żarnowiec nie tylko spełnia ten warunek, ale ma też elektrownię pompowo-szczytową, która ułatwiałaby działalność elektrowni atomowej. A forsowanie lokalizacji w Gąskach, gdzie inwestycji prawie 100% mieszkańców(!) nie chce, jest błędem.
PO to mądra i odpowiedzialna partia. Cały czas w to głęboko wierzę. Jednak zaczyna popełniać błędy. Wycofuje się przedwcześnie ze słusznych i już ogłoszonych pomysłów, jak choćby obowiązek szkolny dla sześciolatków, a inne, nie do końca rozpoznane,  jak np. ACTA, forsuje na siłę.
Może wskazany tydzień kontemplacji  i wyciszenia w Łagiewnikach? Pamiętam, że kiedyś pomagało.

 

 


Dalej tylko przepaść [ 2012-02-07 17:47:08 ]

W moim  prawie dwudziestoletnim doświadczeniu samorządowym czegoś podobnego nie widziałem. Radny Forum Samorządowego, pan Janusz Rautszko,  pokazał na sesji RM materiał, jak się wydaje, bezspornie udowadniający matactwa i manipulację TV Zachód, dzielnie wspieranej przez tygodnik ?Temat?.  Ile trzeba było sobie zadać trudu by zmanipulować rozkolportowany potem w sieci filmik, wciskając w usta pana Janusza, tekst o groźbie skonfiskowania kamery operatora ?TV Zachód?. Tekst którego ten nigdy nie wypowiedział!
Dwóm wymienionym mediom nie wystarcza już codzienne opluwanie mojej skromnej osoby. Rozszerzyły swoją aktywność na ludzi współpracujących z Ratuszem albo, jak w przypadku radnego Janusza Rautszko, pewnie wg. ?redaktorów?, niewystarczająco źle nastawionych do obecnej władzy samorządowej.
Zarówno TV Zachód jak i ?Temat? napędzane są nienawiścią, a ich najważniejszą ?misją? przestało być rzetelne przekazywanie wiadomości dotyczących miasta. Misję zastąpiła  walka z wybraną przytłaczającą większością głosów mieszkańców, władzą samorządową.
Pluralizm mediów zarówno elektronicznych jak i tradycyjnych jest wielką wartością. Zjawisko  rozkwitu telewizji lokalnych czy prasy lokalnej spowodowane jest zapewne coraz większym zainteresowaniem mieszkańców, tym co dzieje się wokół nas. Zmęczeni ?wielką polityką ?, coraz częściej interesujemy się tym co dzieje się na naszej ulicy , w naszej dzielnicy czy w naszym  mieście. Już nawet nie koniecznie regionie.
Po raz pierwszy widziałem to w latach osiemdziesiątych, mieszkając krótko na londyńskim Wimbledonie. Dostarczany codziennie pod drzwi ?Wimbledon Guardian? cieszył się większym zainteresowaniem mieszkańców niż ?The Times? czy nawet popularny ?The Daily Mail?. Bo to tam, w lokalnej gazecie, były najróżniejsze plotki, informacje o  narodzinach, ślubach i zgonach, o jumble saleach i car boot saleach, zamknięciach ulic, objazdach, historii dzielnicy   i istotnych dla mieszkańców rozstrzygnięciach władz lokalnych.
U nas przez długi czas było podobnie. Niestety skończyło się. Jerzy Gasiul, człowiek który kiedyś ?uwłaszczył się? na mieniu powstałej  po transformacji ustrojowej, samorządowej gazety lokalnej,  (aby było jasne, uważam, że słusznie i że mu się należało), facet który mógł przejść do historii miasta jako człowiek legenda, uparł się, aby  zniszczyć to co latami budował. Uparł się aby zniszczyć swoją dobrą reputację.
Czasami ludzie robią coś trudnego do zrozumienia i zaczynają jak lemingi, marsz ku samozniszczeniu. O ile TV Zachód specjalnie nie ma niczego do zniszczenia, bo i nie ma żadnego istotnego dorobku, o tyle ?Temat? ma. Sięgnięcie po znane z mrocznej przeszłości metody manipulowania, to przyzwolenie na to, aby nikczemność wzięła górę nad przyzwoitością. Podpuszczanie internautów i tolerowanie wypisywanych przez nich obelg kłamstw i oszczerstw, negatywna selekcja wypowiedzi na forach, jednostronny przekaz  patrzenia na rzeczywistość, skonfrontowany z frustrującym brakiem skuteczności takiego postępowania. To wszystko musiało skończyć się decyzją o pójściu krok dalej. A dalej jest tylko przepaść.

 


Będzie dobrze [ 2012-02-02 21:03:06 ]

Angela Merkel leci do Chin aby zainteresować Chińczyków inwestowaniem w Europie, w tym także w europejskie fundusze ratunkowe, takie jak  Europejski Fundusz Stabilizacji Finansowej. Pani Kanclerz będzie w Pekinie i Kantonie. Zapowiedziała, iż będzie rozmawiać o gospodarce, ale też i o przestrzeganiu praw człowieka w Chinach.
Gdyby powiedział to jakikolwiek inny polityk UE,  a nawet prezydent Stanów Zjednoczonych, byłbym przekonany, iż poniesie klęskę, a Chińczycy nawet nie będą udawać i dadzą do zrozumienia, iż nie życzą sobie pouczania. Jednak z Merkel może być inaczej. Będąc w Chinach zwróciłem uwagę na estymę  z jaką Chińczycy wypowiadają się na temat Niemiec. Niemcy jako chyba jedyny kraj mają dodatni bilans handlowy z Chinami. Cały czas sprzedają do państwa środka więcej produktów niż od niego kupują. Chińskie rezerwy dewizowe wynoszące ponad 3,0 bln dolarów nie wzięły się z powietrza. Ten kraj zawdzięcza je właśnie kolosalnej nadwyżce w handlu z innymi państwami. Jednak nie z Niemcami.
Nasi rozmówcy w Foshan czy Xiamen na każdym kroku podkreślali, iż robią więcej, lepiej, nowocześniej niż Hiszpanie, Francuzi, czy Włosi. Natomiast gdy mówili o Niemcach, widać było na ich twarzach podziw i szacunek dla siły ekonomicznej, solidności i potencjału naszego zachodniego sąsiada.  Życzę Angeli Merkel powodzenia, bo zaangażowanie chińskie w Europie może też  oznaczać  inwestowanie w Polsce, a więc może i w Szczecinku.
Tyle na dziś o wątku chińskim.

Póki co szukamy nadal. Informacja o możliwościach szczecineckiej specjalnej strefy ekonomicznej umieszczana jest na stronach wielu ambasad. W poszukiwanie inwestora z branży meblarskiej bardzo zaangażował się Kronospan. Intuicja podpowiada mi, że będzie dobrze i że w ciągu najbliższych dwóch lat sfinalizujemy rozpoczęcie budowy jakiegoś dużego zakładu w Szczecinku.
Może mój optymizm pojawił się za sprawą  pięknej słonecznej pogody, ale śledząc prasę i doniesienia ekonomiczne ze świata, jestem coraz bardziej przekonany, iż  rozpoczęty niezbyt dawno 2012r., będzie lepszy niż zakładaliśmy. Trzeba wnikliwie śledzić życie gospodarcze i próbować odnajdować te dobre wiadomości coraz częściej pojawiające  się gdzieś  między wierszami. Nastroje gospodarcze poprawiają się. Spada rentowność obligacji Włoch, a nasza też jest zaskakująco niska. Do tego na obligacje jest duży popyt. Mądrze zachowuje się też Europejski Bank Centralny, udzielający bankom komercyjnym preferencyjnych kredytów. Widmo bankructwa dużych krajów unijnych oddala się, a to powoduje pośrednio umacnianie się złotówki. Mówię wam. Będzie dobrze. No i dzień coraz dłuższy Smile


ACTA ? ?Big Brother is watching you? [ 2012-01-23 20:15:48 ]

Dwa dni temu mój młodszy syn Andrzej, zwrócił się z zapytaniem o moje zdanie na temat planów podpisania się przez Polskę, pod przygotowanym porozumieniem ACTA ( w wolnym tłumaczeniu- umową handlową przeciw podróbkom).
Ponieważ o całej sprawie nie miałem zielonego pojęcia (w ogóle o niej nie słyszałem), zaczął mnie wprowadzać w szczegóły planowanych rozwiązań prawnych. Stwierdził też, co początkowo  mnie rozbawiło (ale już nie bawi!), iż cały projekt przygotowywany był od czterech lat, głównie w Stanach Zjednoczonych, w ścisłej tajemnicy, pod dyktando lobbujących firm - gigantów, m.in. zrzeszonych w BSA (Business Software Alliance). ?..Za chwile obudzimy się Tato w nowej rzeczywistości..?, zapewniał mnie Andrzej. ?Internet będzie mocno ocenzurowany, zniknie YouTube, być może Wikipedia. Będziemy inwigilowani przez dostawców internetu, zniknie większość biznesowych platform internetowych?.
Ten Orwellowski scenariusz wydawał się tak nieprawdopodobny, iż pomyślałem, że mój syn uległ tak charakterystycznej dla jego wieku psychozie, o spiskowej konstrukcji otaczającego nas świata. "Źle zinterpretował przeczytany tekst. Powinni w szkołach poświęcać większą ilość czasu na czytanie ze zrozumieniem?- pomyślałem.
Cholera. Jednak w 100% miał rację. To co się dzieje, jest rzeczywiście mega niepokojące.
Internet, jak chyba żaden wynalazek XX wieku,  zmienił świat. Jego następujący w jakimś postępie geometrycznym rozwój, zrewolucjonizował przepływ i dostęp do informacji i rewolucjonizuje nadal  nasze codzienne życie. Przez Internet robimy zakupy, kupujemy bilety, załatwiamy wyjazdy wakacyjne, puszczamy przelewy i zarządzamy naszymi bankowymi kontami. Przez Internet korespondujemy między sobą, poznajemy się, wymieniamy doświadczeniami, otrzymujemy najświeższe informacje, bezpłatnie łączymy się i rozmawiamy, wzajemnie się widząc. Internet umożliwia nam śledzenie na bieżąco, najważniejszych wydarzeń na świecie i już dosłownie wpływanie na losy świata. Przykładem może być skrzykiwanie się manifestantów w Afryce płn. czy Rosji. Tego nie da się już zatrzymać, co oczywiście nie oznacza, iż nie należy próbować nad tym jakoś  zapanować. Sam wielokrotnie jestem oburzony m.in. na nadużywanie w internecie wolności słowa. Jednak to co proponuje ACTA, to projekt nie tylko nie do zrealizowania, ale co najgorsze, otwierający szeroko wrota do różnorakich nadużyć. Ciekawe, że ten szatański pomysł wychodzi od państw tak głośno broniących od lat swobód obywatelskich i praw człowieka. Teoretycznie broniąc prawa własności intelektualnej, ACTA proponuje de facto policyjny i restrykcyjny system cenzury i inwigilacji, łamiący wielokrotnie te same  swobody obywatelskie, które innym razem traktujemy jako najwyższą zdobycz i wartość cywilizowanego świata.
Mam nadzieję, że polski rząd wykaże się mądrością i zbyt pochopnie nie podpisze paktu z diabłem. Bo jestem przekonany, iż podpisanie ACTA to obudzenie się wkrótce w świecie przepowiadanym już ponad pół wieku  temu przez Georga Orwella.  Big Brother is watching you ( Wielki brat patrzy) :-)

 


Rok Smoka [ 2012-01-18 21:15:27 ]

Dziś telefony dosłownie grzały się z powodu reakcji mieszkańców naszego miasta ( i nie tylko) na wyemitowanie przez TVP3 i Teleekspres, bardzo  krytycznego materiału o karygodnych praktykach szczecineckiego ratusza, w którym burmistrz zabrania podobno swemu rzecznikowi,  kontaktu z mediami.
Bycie Burmistrzem pociąga za sobą liczne obowiązki. Jednym z nich jest konieczność przestrzegania prawa prasowego i udzielania mediom różnego rodzaju informacji. I informacje są bardzo rzetelnie udzielane. Na szczęście nie ma jeszcze nakazu bezpośredniej rozmowy burmistrza z każdym kto do ratusza z chęcią porozmawiania się zgłosi.  A rzecznikowi prasowemu nigdy kontaktu z mediami nie zabraniałem.  Z definicji jego funkcji wynika przecież, że do kontaktu z prasa radiem i telewizją  został powołany.
Można kulać się ze śmiechu widząc pouczającego o standardach współpracy z mediami ?redaktora? Jerzego Gasiula, właściciela gazety  która w tzw. wydaniu   elektronicznym przypomina bardziej  kloakę niż szanujące się medium.
Domagająca się ustami swego reportera  przestrzegania światowych standardów TVP3,  emituje w swoim programie wyrwane z kontekstu trzy zdania pojawiające się w różnym okresie  i wyciągnięte z  kilkudziesięciu wpisów na moim blogu.  Taki właśnie rodzaj manipulowania informacjami stał się przyczyną, dla której od pewnego czasu  postanowiłem nie występować  przed kamerami regionalnej TVP. I żeby było jasne, nie zamierzam tego zmieniać.

W Chinach coraz bliżej do Nowego Roku ? roku smoka. Ten zacznie  się 23 grudnia i zastąpi odchodzący rok królika.  Już kilka tygodni wcześniej domy i ulice chińskich miast przyozdabiane są kolorowymi lampionami, a w sklepach, podobnie jak w Polsce przed Bożym Narodzeniem trwa euforia zakupów. Kilka dni przed Nowym Rokiem zacznie się exodus mieszkańców wschodniego wybrzeża, do oddalonych często o kilka tysięcy km. domostw. Bo znaczna część mieszkańców Kantonu, Xiamen czy Shanghaju to przybysze ze znacznie uboższych, zachodnich lub środkowych  regionów Chin. Tydzień lub dwa tygodnie noworocznego urlopu,  połączonych z trzema ustawowymi około noworocznymi dniami wolnymi, to często jedyna okazja odwiedzenia swych pozostawionych daleko od obecnego miejsca pracy rodzin. Natężenie ruchu kolejowego, autobusowego i lotniczego jest w tym okresie  podobno trudne do ogarnięcia i wyobrażenia dla Europejczyka. Jednak czemu się dziwić? Chiny to co najmniej 1,3 mld ludzi.
Ten Nowy rok chiński to święto ruchome. Nie bardzo rozumiem na czym polega wyznaczania daty, bowiem kolejny Nowy Rok obchodzony w r. 2013 , będzie rokiem  węża i zacznie się 10 lutego! Jednak gdybym tyko tego nie rozumiał! Całe Chiny to jedna wielka zagadka. Może dlatego są właśnie tak pociągające.

 

 


Co tam Panie w polityce?- Chińczycy trzymają się mocno. [ 2012-01-16 20:21:45 ]

Co tam Panie w polityce? Chińczycy trzymają się mocno. Te słowa z ?Wesela? wydaja się dziś szczególnie prorocze.
Wczoraj wróciłem z Chin. Korciło mnie by w czasie pobytu prowadzić bloga, ale bałem się dzielenia zbyt powierzchownymi obserwacjami.
Bo Chiny to kraj olbrzymi i dla nas europejczyków, bardzo egzotyczny. W czasie tygodniowego pobytu nabiera się powoli własnego  oglądu otaczającej nas rzeczywistości, ale podstawowe pytanie brzmi zawsze tak: -Czy widzimy prawdę, czy to co chcą nam pokazać? Pewnie obie części tego zdania są prawdziwe.

Nigdy nie planowałem wyjazdu do Chin, a przed wylotem miałem pretensje do losu, iż muszę do państwa środka podróżować. Jakoś mnie tam nic nie ciągnęło, chociaż może powinno. Bo z Chinami wiąże się do pewnego stopnia historia mojej rodziny. To z powodu przyjęcia przez mego dziadka Jamesa, pod koniec lat dwudziestych ubiegłego wieku, propozycji objęcia stanowiska konsula generalnego w Harbinie, propozycji złożonej przez  dobrego kamrata z czasów wspólnej działalności w PPS-ie, Józefa Piłsudkiego, moja rodzina  zmieniła obywatelstwo, wychodząc spod patronatu korony brytyjskiej. W związku z tą pracą Dziadka, będąc jeszcze  dzieckiem,  mój Ojciec spędził w Chinach kilka lat swego życia. Gdy  James Douglas opuszczał w 1933r Chiny, mój  Tata miał 12 lat. Przeżył wraz z Rodzicami wkroczenie Japończyków do Mandżurii i ustanowienie, całkowicie zależnego od Japonii, państewka Mandżukuo. Pewnie  były to ciekawe czasy, ale zapamiętałem  z opowieści Ojca jedynie obraz niezwykle biednego kraju, pełnego sympatycznych ludzi.
Jakie są Chiny dzisiaj? Trudno o jednoznaczną odpowiedź, chociaż jak pisał Wyspiański, niewątpliwie trzymają się mocno. Są potężne i coraz bogatsze. Betonowe miasta płd.-wschodniego wybrzeża Chin epatują wyrastającymi  jak grzyby po deszczu, wypełnionymi potokiem najnowszych samochodów z całego świata, autostradami i metrem w niemal każdej miejscowości. Kwartał po kwartale, wyburzane są stare ?klimatyczne? Chiny. Ich miejsce zajmują olbrzymie dzielnice mieszkaniowych wieżowców, gmachów użyteczności publicznej, banków i hoteli.  Jeszcze do niedawna zakompleksiony kraj, odreagowuje kompleksy erupcją wznoszenia nowych budowli.  I jak to u nuworyszy, wszystko musi być największe i najdroższe, co nie oznacza najpiękniejsze.  Ulice wypełniają  setki tysięcy dobrze ubranych i wyglądających na dość zadowolonych z życia Chińczyków. Rzuca się w oczy chęć upodobnienia się do starej Europy, która była przez lata niedoścignionym wzorcem. Dlatego w sklepach nie uświadczysz towarów charakterystycznych do niedawna dla Chin. Nie ma już chińskiego wzornictwa. Nie widać już chińskiego stylu, ani w odzieży, ani w architekturze. Są za to  kolekcje ubraniowe, identyczne z tymi które spotkać można w  domach towarowych Francji, Niemiec, Polski, czy Stanów Zjednoczonych. Pełna unifikacja. Wielka szkoda.
Z prawdziwych Chin zostało jeszcze  chińskie jedzenie, chociaż Mac Donaldy i KFC są też szczelnie wypełnione klientami. Jednak folklor żywnościowych straganów i  ulicznych garkuchni zapiera dech. Szczególne wrażenie robi w tym względzie portowe Xiamen z niezwykłą różnorodnością seafoodu.   Tyle owoców morza nie widziałem nawet na targu rybnym w Melbourne. Setki gatunków małży, ośmiornic, krewetek, kalmarów, przegrzebków, krabów, homarów, langust i wszelkiej maści ryb z mureną włącznie. Są też krokodyle i węże wodne. A wszystko to (może poza krokodylami) żywe, wystawione na widok publiczny, w stojących na ulicy lub wyosobnionej części restauracji wannach, miskach czy akwariach. Pokazujesz palcem i za 15 minut masz na stole gotowe do spożycia. Bo Chińczycy nie mrożą jedzenia. Wszystko musi być świeże, a więc żywe jeszcze na kilkanaście minut przed zamienieniem w smakowita potrawę. I w przeciwieństwie do innych towarów, szczególnie przemysłowych, ceny jedzenia nie są wygórowane.
Spożywanie posiłków to dla Chińczyka niewątpliwie jedna z ważniejszych czynności w ciągu dnia i dobre miejsce do omawiania interesów. Nie inaczej było w czasie naszej wizyty w Foshan i Xiamen. Jednak o tym pewnie napiszę  jeszcze nie jeden raz J.

 


Współczuje Arłukowiczowi [ 2011-12-30 18:54:31 ]

Jutro koniec 2011roku. Po błyskotliwym zwycięstwie Platformy w ostatnich wyborach parlamentarnych należałoby się spodziewać spokojnej i metodycznej pracy nad obiecanymi, nawet mało popularnymi zmianami.  Mam nadzieję, że prace trwają chociaż wiemy o nich zbyt mało. Zamiast tego mamy kolejną awanturę w jednej z najbardziej wrażliwych dziedzin życia, mianowicie w opiece zdrowotnej. Mimo że całym sercem popieram działania Platformy i nadal uważam, że nie ma dla niej alternatywy (wystrzegając się stwierdzeń, że nie ma z kim przegrać J), takiego bałaganu jaki towarzyszy wprowadzeniu listy leków refundowanych i ustawy refundacyjnej  dawno nie widziałem.
Czy Arłukowicz będzie dobrym ministrem czy nie, dowiemy się za kilka miesięcy. Dziś  już jednak, jak sądzę, można  zaryzykować kilka stwierdzeń odnoszących się do mego partyjnego kolegi.

1. Arłukowicz nie jest merytorycznie dobrze przygotowany do bronienia ustawy której sam nie pisał, a którą jako minister musi  firmować. Jest w podwójnie trudnej sytuacji bo jeszcze stosunkowo niedawno jako polityk SLD nie zostawiał na ustawie suchej nitki. Obejrzałem kilka programów TV z panem ministrem i takiego pływania i lejwodztwa  dawno nie widziałem. Nowy minister okazuje się mistrzem w mówieniu ?na okrągło? i powtarzaniu frazesów o polskich pacjentach i polskim zdrowiu (co by to nie znaczyło?). To powoduje natychmiast zapalanie się u obserwatorów lampki ostrzegawczej. Co najgorsze, nie potrafi jasno przekonać do słuszności działań ministerstwa. A najlepsze jest to, że działania resortu są słuszne, tylko ich wprowadzanie jest nieskoordynowane i przeprowadzane po raz kolejny na ostatnią chwilę.

2. Mimo, iż jako lekarz i posiadający już pewien staż polityk Arłukowicz powinien wiedzieć, że z lekarzami nikt na świecie nie wygrał (no może poza krajami rządzonymi przez dyktatorów), zamiast wygaszać konflikt, brnie w jego zaostrzanie. Arogancja wobec swego rodzimego środowiska  nikomu nie wyszła na dobre. Lekarze  oczywiście nie są bez winy. Często nadużywają narzędzia jakim jest refundacja leków dla przewlekle chorych, stosują polipragmazję i są podatni na lobbing firm farmaceutycznych.  Walka z tym zjawiskiem to temat niezwykle trudny na którym można połamać sobie zęby, tym bardziej, że ryba psuje się od głowy, a podatni na sugestie producentów leków są nie tyko szeregowi lekarze, ale też niektórzy konsultanci wywodzący się z kadry profesorskiej.

3. Arłukowicz zupełnie niepotrzebnie używa sfomułowań typu ?.. nie ugnę się przed nikim? aby chwilę potem iść na ustępstwa.  Sztuka kompromisu jest rzeczą trudną, ale  pożądaną, a do błędów lepiej się przyznać.  Błędny tryb wprowadzania ustawy, bzdurne obarczanie lekarzy koniecznością weryfikowania uprawnień do leków refundowanych był sygnalizowany przez NIL już dawno. Wtedy trzeba było intensywnie ze środowiskami lekarzy i aptekarzy rozmawiać i postulować opóźnienie wprowadzenia ustawy. Miesiąc czy dwa nikogo nie zbawią. Teraz w przeddzień sylwestra mamy bałagan,  szum medialny, niepokój pacjentów i zdezorientowane środowisko medyczne.


Mam nadzieję że Arłukowicz przetrwa  i z tego co dzieje się wokół MZiOS i NFZ  wyciągnie wnioski na przyszłość. Póki co trudno mu zazdrościć. Jednak mimo iż szczerze współczuję Bartkowi, to uważam, że  do pewnego stopnia na swą obecną trudną sytuacje i  ciężki los zasłużył.



Życzenia z upoważnienia [ 2011-12-21 15:20:31 ]

Boże Narodzenie to czas szczególny. W te magiczne dni, na wszystkich Polaków spływa dość niespodziewanie dar czynienia dobra, i chęć przekazania najlepszych życzeń  wszystkim w koło. Jak wszystkim to wszystkim. Szansę na załapanie się na dobre słowo mają więc też nasi najwięksi wrogowie. Również ci którzy  zgodnie z praktyką voodoo zaczynają dzień od wbicia w nasz portret-laleczkę (najlepiej w oko), ostrej szpilki.  Bowiem dzień narodzin Chrystusa ma być dniem w którym poprzez odpuszczenie win, nawet naszym największym wrogom, następuje w nas swoiste Arystotelowskie  katharsis.
Metod przekazania dobrej nowiny o narodzinach syna Bożego jest kilka. Do najpopularniejszych należy przesłanie do wszystkich z ?bazy adresowej? naszego telefonu, wcześniej spreparowanego, okolicznościowego sms-a. Leniuchy ograniczają się do życzeń sztampowych np : ?Pogodnych Świąt Bożego Narodzenia, sukcesów i pomyślności w nadchodzącym Nowym Roku  życzy Kazik z Rodziną?. Ci bardziej pracowici wbijają do komórki wpisy  dłuższe z tekstem o wigilijnym drzewku, reniferkach, gwiazdce betlejemskiej, dzwoneczkach itp. Czasami pełne zadumy  i refleksji rymowanki.
Prawdziwym wyzwaniem jest przekazanie życzeń  przy okazji dzielenia się opłatkiem na tzw. ?wspólnej wigilii?. Uczestnicy takiej imprezy której organizatorem są zwykle ich przełożeni, stają przed nie lada dylematem. Jak ominąć przy składaniu życzeń człowieka którym na co dzień gardzą i którego  nienawidzą z całego serca? No way. Nie ma takiej opcji. I tak osobnik  pragnący, zresztą zwykle ze wzajemnością, nagłej śmierci tego  drugiego, ląduje niespodziewanie w jego objęciach, łamie się z nim opłatkiem i cedzi przez zęby tekst o tym jak to życzy mu zdrowia, szczęścia i samych sukcesów w życiu rodzinnym i zawodowym.
Na koniec moich refleksji jak by nie patrzeć z pogranicza Świąt, jest zwyczaj przesyłania bożonarodzeniowych kartek. Wysłanie kartki do adresata ?wg rozdzielnika?, stało się imperatywem i jednym z najgłupszych znanych mi  zwyczajów. Stało się prawdziwą ?świecko-świąteczną tradycją?.
I tak różnej maści urzędnicy zasypują się nawzajem opłaconymi z budżetu ich firm, okolicznościowymi kartkami, wypełnionymi przez ich sekretarki lub, co zdarza się częściej, z wpisanymi już fabrycznie okolicznościowymi życzeniami. A pod spodem, pod tekstem, prawie zawsze? pieczątka informująca o stanowisku zajmowanym przez wysyłającego ?życzenia?, z jego podpisem lub tego podpisu faksymilą.  Dziś dostałem kolejny kilogram ?kartek z rozdzielnika?.  A najbardziej kuriozalna była taka: ?..Pogodnych Świat itd., itd?i podpis: z wyrazami szacunku(?), oraz  pieczątka: z upoważnienia Wojewódzkiego? pani Ixsińska?.
Wszystkim czytelnikom bloga, a czytają go nie tylko moi wielbiciele!!! J, ba, co tu ukrywać, czytają go  głównie wrogowie, wesołych, pogodnych Świąt Bożego Narodzenia
Życzy

Autor



Trzydzieści lat później [ 2011-12-13 19:42:11 ]

Dziś 30 rocznica wprowadzenia stanu wojennego.  Jeszcze rano uważałem, że nie powinienem iść o 12.00  pod tablicę umieszczoną na gmachu w którym znajdował się MKZ i uczestniczyć w składaniu kwiatów. Obecna ?Solidarność? ma się nijak do ?Solidarności?, której bardzo aktywnym uczestnikiem byłem w latach osiemdziesiątych i w czasie transformacji ustrojowej na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych  XX wieku. Nie mogę się pogodzić z ich pro PiS-owską  postawą i zgodą na manipulowanie sobą m.in. przez Jarosława Kaczyńskiego.
W przeciwieństwie do większości tych którzy składali dziś kwiaty, byłem w 1981r. jednym z członków MKZ, szefem jednej z trzech największych szczecineckich struktur zakładowych ?Solidarności? i jednym z tych, którzy ?Solidarność? w Szczecinku zakładali. Mimo, że ostatecznie nie zostałem internowany (przyczyny takiego zachowania się UB zresztą  nigdy nie zrozumiałem), byłem zatrzymany i wielokrotnie przesłuchiwany. Potem, gdy okazało się, że jestem właściwie jedynym działaczem ?Solidarności? pozostającym na wolności, stałem się  człowiekiem z którym kontaktowały się osoby przywożące do Polski pomoc z zachodu, przede wszystkim ze Szwecji. Wtedy to zainteresował się mną  kontrwywiad.
13 grudnia pamiętam doskonale. Pamiętam z najdrobniejszymi detalami moją rozmowę z Ojcem w mieszkaniu na Mickiewicza, gdy ok. 08.00, obaj zorientowaliśmy się wreszcie co jest grane. Pamiętam Jego zatroskanie, ale też  taki jakiś chłodny dystans do tego co się dzieje. Byliśmy obaj pewni, że za chwilę zostanę zatrzymany, ale co ciekawe, żaden z nas się nie bał. On spokojnie instruował mnie jak zachowywać się w miejscu odosobnienia, radził jak się spakować. Potem poszedłem przez miasto, przez nikogo nie niepokojony, do siedziby Komisji Zakładowej ?Solidarności? w szpitalu i spokojnie, nadal przez nikogo nie powstrzymywany, wyniosłem z siedziby związku  i  spaliłem w kotłowni szpitala wszystkie dokumenty. Zatrzymano mnie dopiero dwa dni później.
Lech Wałęsa powiedział dziś, że nie świętuje 13 grudnia bo świętuje się wydarzenia radosne, a 13 grudzień był klęską.  Właściwie się z nim zgadzam,  ale?.
Bardzo często zastanawiałem się, co by było gdyby stanu wojennego nie wprowadzono? To co powiem jest tak niepoprawne politycznie, że sam się siebie boję. Jednak ja pamiętam doskonale swoje odczucia z ostatnich tygodni przed 13 grudnia 1981r. Pamiętam narastające napięcie, przygotowania do strajku generalnego i  atmosferę ewidentnie zbliżającej się wojny domowej. I taką powracającą dzień po dniu myśl, że jesteśmy bezradni wobec zbliżającej się nieuchronnie krwawej konfrontacji. Wiedziałem, że za chwilę, za dwa , trzy, może cztery tygodnie, poleje się krew i zginą tysiące ludzi, jak  na Węgrzech w 1956r. W tym sensie, stan wojenny był wybawieniem.
Nie usprawiedliwiam Jaruzelskiego. W 1980 r zmarnował szansę na złagodzenie kursu i ewolucyjne wychodzenie z komuny. Jednak tak mógł postąpić człowiek który zwątpił w socjalizm, jak np. Kukliński. Jaruzelski nie wątpił w ?słuszność sprawy?, nie odpuścił i w grudniu 1981 r nie miał już wyjścia. Sam wprowadził się na drogę z której nie było już odwrotu.
Wiem, że mam rację co do oceny historii, ale co to kogo obchodzi? W ogóle kogo obchodzi 1981 r? Już prawie nikogo. Oglądam w TVN transmisje z pochodu w Warszawie. Pochodu niby przypominającego  rocznicę stanu wojennego, jednocześnie podobno broniącego suwerenności Polski.  I patrzę na kilka tysięcy baranów wykrzykujących hasła o zdradzie Tuska i Sikorskiego i na  manipulującego tłumem Kaczyńskiego. I myślę, że jednak nie powinienem chodzić w południe z tymi kwiatami pod były MKZ. Chyba nie. Na pewno nie.


Uczniowie Urbana [ 2011-12-09 19:26:06 ]

Niechęć do rządzących miastem bywa silna. Gdyby redaktorzy ?Tematu? mieli za każdą manipulację związaną z przekazywaniem informacji dotyczących ratusza np. z 10,0 zł, byliby bogatymi ludźmi. Zresztą może są. Nie wiem.
Do ?Tematu? papierowego nie zaglądałem od kilku miesięcy. I nie zamierzam zaglądać nadal.  To żałosna gazetka napędzana nienawiścią i frustracjami redaktora naczelnego, a zarazem właściciela (dwa w jednym), więc niech ją czytają ?ziomale? mający podobny powód aby żyć.  Czasami, tak mnie więcej raz w tygodniu, klikam w ?Temat? internetowy. Za każdym razem zastanawiam się gdzie ci ludzie uczyli się ?rzemiosła?? U Urbana?
Dziś ?Temat? wybrał za news dnia, kończenie lodowiska na Orliku. Tzw. redaktor s.w. (przepraszam za nadużycie nazywając człowieka redaktorem, bo to sugeruje, że jest dziennikarzem)  pisze: ?? Całkowita wartość inwestycji to 600 tys. zł. Pieniądze wyłożyło starostwo powiatowe, dołożyło się też (150 tys. zł) miasto. ?
No to jak odebralibyście taką wiadomość? Myślę, że 90% czytelników, w następujący sposób: Miasto dało 150 tys. zł., zaś Starostwo ? 450tys.? Czyż nie tak? A jak jest w rzeczywistości?
Jest tak: miasto dało 150 tys.zł. Starostwo 150 tys. zł., a skarb państwa 300 tys. zł. Co to oznacza? Tyle, że miasto i powiat wyłożyły po tyle samo. Czy redaktor podpisujący się s.w. skłamał? No nie . Napisał, że pieniądze wyłożyło starostwo. Nie pisze ile. Może dało 10 zł, może 150 tys., a może 450 tys.zł.? Nie skłamał, tylko wypowiedział się mało precyzyjnie. Cały internetowy ?Temat?, to ?wypowiedzi mało precyzyjne? okraszane komentarzami półgłówków. Większość  z nich, tzw. ?forumowiczów?, przekazuje anonimowo swoje ?mądrości?, a stopień niekompetencji tych ?ekspertów?jest zastarszający. Znaczna ich część,  to byli kandydaci na radnych, którzy zdobyli w trakcie wyborów po 10-20 głosów. Na niektórych nawet najbliższa rodzina nie głosowała.
No dobra. Na ?Temat? szkoda większej objętości tekstu. Poświecę im kolejne kilka linijek za parę miesięcy.
Kończy się szczyt unijny w Brukseli. Bruksela daleko, ale skutki decyzji które zapadły w stolicy Belgii będą długofalowe i dalekosiężne. Co mogą oznaczać dla Szczecinka? Myślę, że mniejsze środki dofinansowania z UE do naszych  inwestycji w kolejnym okresie programowania i bardziej restrykcyjne przepisy, które  coraz ostrzej będą dyscyplinować finanse miasta. Mogą też oznaczać początek wieloletniego spowolnienia i  zamrażania inwestycji w Europie, a co za tym idzie, trudności w zapełnieniu naszej specjalnej strefy ekonomicznej.
Może być jednak też zupełnie odwrotnie. Słabnąca złotówka będąca przyjacielem eksporterów, może zachęcać do przenoszenia fabryk z Eurolandu do Polski. Oby tak się stało. 06 stycznia wylatuję na tydzień do Chin, szukać chętnych do stworzenia miejsc pracy w naszym mieście. Trzymajcie kciuki. A do ?Tematu? nie zaglądajcie. Szkoda nerwów.


Ażurowe ?dzieło? [ 2011-12-01 21:02:33 ]

Zadziwiające jest zainteresowanie mediów kolejnymi głupotami wygadywanymi przez Jarosława Kaczyńskiego, jak choćby pomysłami obrony na ulicach naszych miast 13 grudnia, w rocznicę stanu wojennego, podobno bardzo poważnie zagrożonej  suwerenności Polski. Albo łatwość z jaką Kaczyński sprowokował, ni z gruszki ni z pietruszki, nie posługując się jakimkolwiek pretekstem i drastycznym wydarzeniem, dyskusję na temat powrotu do kary śmierci. To kolejne zjawiska nadające się  na poważne opracowania socjologiczne.  Co stało się po transformacji ustrojowej z mediami, które prześcigają się w nagłaśnianiu różnych idiotyzmów? Bzdur które zamiast być przemilczane lub wywoływać uśmiech politowania, stają się przedmiotem dyskusji dziesiątków ?ekspertów?  i dziennikarzy? Mówienie rzeczy mądrych przestało być w cenie. Jest mało widowiskowe i właściwie dziennikarzy  zupełnie nie interesuje.  Media fascynują wypowiedzi takich ?intelektualistów?, jak Kłopotek, Maciarewicz  lub pani Fotyga. No cóż?
W Szczecinku też ciekawie. Na złomowisku znalazły się bardzo cenne rzeźby! Dla uściślenia, cenne wg redaktora Rajmunda Wełnica.  Nasz dziennikarz śledczy twierdzi, że wyszły spod ręki podobno bardzo utalentowanego rzeźbiarza-amatora. Tej tragedii, czyli sprzedaniu ?rzeźb? na złom, redaktor Wełnic poświecił większą część swej szczecineckiej strony w ?Głosie Koszalińskim?, prowokując jeszcze bardziej dramatyczną dyskusję internautów. Otóż tytułowe  rzeźby, w trakcie czytania ewoluujące do płaskorzeźb,  rzeźb ażurowych, by skończyć na metaloplastyce, to podobno ?kawał historii? Szczecinka. ?? Jak uczyć wrażliwości historycznej i poszanowania dziejów rodzinnego miasta, skoro daje się taki przykład??? pyta dramatycznie z charakterystyczną dla siebie emfazą, R.W.
Wszyscy są podobno zrozpaczeni. Podobno oburzony jest konserwator Paweł Połom, a dyrektor Jerzy Dudź deklaruje, że dla wybitnego dzieła znalazłoby się miejsce na podwórcu prowadzonego przez niego muzeum, gdzie jest ponoć odpowiednia przestrzeń dla wielkogabarytowych zabytków.
Ludzie! Czy Was pogięło?
Jakie zabytki? Jakie  dzieło? Gdy okazało się, iż przy okazji remontu budynku na Bohaterów Warszawy i zmianie elewacji, trzeba zdjąć ze ścian blaszane  bohomazy przedstawiające podobno księcia Warcisława IV i Księżną Jadwigę, odetchnąłem z ulgą. Dzięki przypadkowi można pozbyć się  z przestrzeni publicznej przykładu tandety i złego smaku. Podobne szczęście mieliśmy nieco wcześniej, zdejmując ze ściany remontowanego budynku przy placu Wolności herby miast i jakąś odwzorowaną mapę. Potem porównywalną radość sprawił mi dopiero demontaż pomnika nazywanego umownie pomnikiem Józefa Piłsudskiego.
Te szpecące miasto przez lata, wycinanki z blachy, były do zaakceptowania w czasach realnego socjalizmu.  Tak kształtowano wtedy nasz gust, a gdy przy okazji utrwalano mit o słowiańskiej przeszłości Pomorza Zachodniego, tym lepiej.
To co R.Wełnic nazywa rzeźbami to bezwartościowy chłam. Jeśli Rajmund Wełnic chce to odkupić ze złomowiska, pewnie nic nie stoi na przeszkodzie. Jednak muszę pana Rajmunda ostrzec. Do mieszkania ?rzeźba? nie wejdzie. A na umieszczenie z powrotem w przestrzeni publicznej, przez najbliższe trzy lata bym nie liczył. Z całą pewnością bym nie liczył.


Samospełniająca się przepowiednia [ 2011-11-27 19:19:01 ]

Nie ma żartów. Mimo, iż Polacy zachowują się jeszcze nadal tak jakby kryzysu nie było i mimo że wskaźnik konsumpcji w Polsce jest wyższy niż rok temu, prawdopodobieństwo krachu jest więcej niż realne. Patrzę z zadziwieniem na rozwój sytuacji w Europie i na świecie. Rozwój wypadków wykreowany w dużej mierze przez nieodpowiedzialne wypowiedzi polityków i różnorakich ?ekspertów? w mediach. Zdumiewająca jeż też rola agencji ratingowych urastających do miana piątej władzy. Oczywiście istnieje też ?przyczyna obiektywna? pogłębiającego się kryzysu, ale bez czynników które wymieniłem wcześniej, gracze finansowi, banki  i inwestorzy nie byliby tak spanikowani, a  gdyby  nie panika, nie reagowali by tak nieprzewidywalnie i nerwowo jak to czynią.
O ile pierwsza fala kryzysu była wywołana szastaniem depozytami przez wielkie banki, które  za powierzone im pieniądze udzielały złych, nie rokujących spłacenia  kredytów, o tyle druga, spowodowana jest niewypłacalnością państw żyjących od lat ponad stan, co zresztą  skrzętnie ukrywano przed społeczeństwami. Uleganie naciskom  m.in. związków zawodowych na coraz to większą opiekuńczość państwa, przeróżne przywileje dla różnorakich grup zawodowych, krótszy tydzień pracy, wczesne emerytury, waloryzację płac, bezpłatną opiekę zdrowotną, refundowane leki,  wiek chroniony, osłony socjalne itd., itd.,   pogłębiało z roku na rok dług publiczny kolejnych państw. Dług pokrywany coraz wyżej oprocentowanymi ?papierami?, w postaci wypuszczanych państwowych obligacji. Państwa żyły na coraz większy kredyt, aż nadszedł moment, gdy  zadłużenie Grecji, Portugalii, Irlandii czy Węgier, przerosło, lub za moment przerośnie,  możliwości obsługi długu. A chętnych do udzielenia bankrutom kolejnych nawet bardzo wysoko oprocentowanych  pożyczek   już nie widać.  Kraje bogate, których obywatele zgromadzili olbrzymie oszczędności, a do takich należą np. Niemcy, a pewnie i Francja,   prawdopodobnie dadzą sobie radę.  Słabsze zaczną znów oddalać się od czołówki w zatrważającym tempie.
Piszę o tym bo w trudnej sytuacji, zgoda narodowa, zachowanie ?zimnej krwi?, zaniechanie taniego populizmu i próby ?ugrania czegoś? dla siebie, m.in.  poprzez napuszczanie społeczeństwa na rząd, może okazać się jedyną szansa na przetrwanie. Straszenie Polaków eurolandem, namawianie do oddalenia się od zachodu, przedstawianie na zewnątrz naszej sytuacji w barwach znacznie czarniejszych niż jest ona faktycznie, odstraszanie inwestorów,  to wszystko może  spowodować, iż przepowiednia o katastrofie ekonomicznej Polski zacznie się rzeczywiście spełniać.
Od dawna patrzę jak to co dzieje się w Szczecinku, jest w skali mikro, odpowiednikiem sytuacji ogólnokrajowej. Pisałem o tym wielokrotnie. Głupota części opozycji w Polsce, brak odpowiedzialności za słowa, nakręcanie dzień po dniu kolejnych awantur jest postępowaniem autodestrukcyjnym.
A czym innym jest wypisywanie przez grupkę nieodpowiedzialnych mieszkańców naszego miasta donosów do ambasady Rosji, MSZ, o podobno formowanych przez burmistrza oskarżeniach Federacji Rosyjskiej o zanieczyszczanie powietrza nad Szczecinkiem. Pseudo ekologom wydaje się, że to dobry żart, że ?robią sobie  jaja? i że w ten sposób zdobędą poklask. Mają niezły ubaw. W rzeczywistości w okresie gdy ratusz intensyfikuje działania na rzecz ściągnięcia do miasta inwestorów,  robią wszystko by Szczecinek po raz kolejny, za ich udziałem, przedstawiany był w jak najgorszym świetle.  Głupota z całą pewnością początkowo nie boli, ale konsekwencje jej nadużywania, mogą zaboleć w stopniu trudnym do przewidzenia.


Korabiewice [ 2011-11-22 21:46:53 ]

 

Od czasu gdy TVN w programie ?Uwaga?,  w sposób niezwykle tendencyjny i nierzetelny pokazał starania Szczecinka o rozszerzenie naszych  granic, przestałem ten program oglądać. Dziś jednak obejrzałem. Nie mogłem oprzeć się pokusie, bo temat schronisk dla zwierząt  jest  mi bardzo bliski. To co zobaczyłem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Właściwie to żałuję,  że obejrzałem ten program. Staram się od wielu lat unikać nadmiernej  traumy, dlatego oglądam i wcale się z tym nie kryję,  prawie wyłącznie komedie romantyczne, a przynajmniej programy i filmy z happy endem. Dziś happy endu nie było.
Korabiewice to jedno z największych schronisk dla zwierząt w Polsce, a podobno i w Europie. Schronisko prywatne, prowadzone przez jedną kobietę, niejaką panią Szwarc. Gdy wpiszemy w Google, słowa: Korabiewice schronisko, pokażą nam się różnorakie artykuły. Pozytywne i nie. Bo pewnie osoba właścicielki schroniska jest niejednoznaczna. Wydaje się, że miała okres swej świetności, pracy dla jakiejś idei. Była odznaczana i  dowartościowywana. Dziś w TVN widzimy  najprawdopodobniej psychicznie chorą kobietę, która jak się wydaje (patrz  materiały np. stronę www.boz.org.pl/mz/korabiewice/), prowadzi w ostatnich latach działalność nie zupełnie zgodną z prawem.
Jednak nie o tym chciałem pisać. A przynajmniej, nie do końca o tym.
W środku Polski, w powiecie Żyrardowskim  kilka, a pewnie i kilkanaście gmin, udaje, że  ?załatwia? problem bezdomności zwierząt. Płacą hyclowi który wyłapuje z ich terenu bezdomne psy, a ten odstawia je następnie  do Korabiewic. Tylko ilość  psów  za które płacą gminy, zwykle nie  zgadza się z ilością psów ?zarejestrowanych? w Korabiewicach.  Część z nich pewnie ?nie dojeżdża? do ?miejsca opieki?, inne ?znikają? już po przyjeździe. To co pokazała TVN jest wstrząsające.  Wyciągane z nor w ziemi przerażone szczeniaki, pokaleczone w walkach miedzy sobą, wychudłe, ledwie trzymające się na nogach psy, setki biegających po wybiegach szczurów, zbiorowe mogiły pogrzebanych, wg. świadków  podobno również  żywcem, zwierząt. Część zwłok zupełnie świeżych poprzykrywanych jakimiś kartonami. Dziesiątki obgryzionych kości. Tragiczna walka zwierząt o przetrwanie. Armagedon.
I wypowiedzi różnych urzędników udających, że nic nie wiedzą, a jeśli coś wiedzą to nic nie mogą. Przerażająca znieczulica, cynizm, hipokryzja.
Oglądam czasami program Animal Planet. Patrzę na działalność brytyjskiego RSPCA, czy ich amerykańskich   odpowiedników. Przecież patologia Korabiewic znana jest od kilku lat. I co? I nic. Czy byłoby to możliwe w Wlk. Brytanii czy USA? Nie. Reakcja byłaby szybka i skuteczna. Każdy znalazłby się tam gdzie być powinien. Psy w nowym schronisku, a  właściciele ?schroniska? w więzieniu. U nas bezsilność wyje z telewizyjnego ekranu.
Można pieprzyc na forach internetowych o wyrzucaniu pieniędzy w Szczecinku na opiekę nad zwierzętami. Mam to w d? Pomagać trzeba wszystkim. Oczywiście ludziom w pierwszej kolejności. Tyle, że bardzo często ludzie sami zgotowali sobie swój los. Los psów, to los który myśmy im zgotowali i musimy ponosić za to odpowiedzialność.  Pozostawianie problemu zwierząt na ?samorozwiązanie? jest obrzydliwe i nie do zaakceptowania. A to cały czas polska codzienność. Do czasu!

 


rządzenie w kryzysie [ 2011-11-19 20:09:31 ]

Pamiętam jedną z wypowiedzi Stefana Niesiołowskiego który porównał Jarosława Kaczyńskiego do Władysława Gomułki. Mimo, że Kaczyńskiego autentycznie  nie znoszę, wydawało mi się to wtedy lekko przesadzone. Gdy usłyszałem wczoraj Prezesa PiS i jego:  ?..Zaciskaniu pasa mówimy nie.. ?, przypomniały mi się czasy Gomułki i Cyrankiewicza.
Wczorajsze expose Premiera było szczere i konkretne. Było odpowiedzialną wypowiedzią człowieka, który ma świadomość, że   na jego barkach spoczął los kraju w trudnym momencie powojennej  historii.  Odpowiedzi opozycji   były próbą podgryzania premiera i rządu  przez ludzi pełnych zawiści i zazdrości, nie potrafiących wnieść się ponad osobistą niechęć i frustrację.
Myślę, że każda z partii opozycyjnych zyskałaby, zajmując stanowisko stonowane i zapowiadając, oczywiście pod pewnymi warunkami, współpracę przy trudnym reformowaniu kraju i wprowadzaniu w życie dziesiątków niepopularnych rozwiązań. Nic takiego się nie stało. Wypowiedź Kaczyńskiego była najbardziej groteskowa, a jego powrót do katastrofy smoleńskiej, jako podstawowej przyczyny niemożności poparcia rządu koalicji PO-PSL,  świadczy o tym, że naprawdę nie ma już nic do powiedzenia.
W ratuszu najbliższe tygodnie to przygotowania  do sesji budżetowej. Każdorazowo w ostatnich latach to co dzieje się w trakcie tej najważniejszej w roku sesji, jest miniaturą wydarzeń ogólnopolskich i relacji rządzących z opozycją.  Budżet miasta musi być dostosowany do zmieniającej się sytuacji ekonomicznej,  nowych narzucanych miastu zadań na które nie wskazano sposobu finansowania i nowych reguł znowelizowanej ustawy o finansach publicznych.
Czy opozycja wykorzysta szansę by przedstawić się jako siła gotowa w trudnych czasach do wzięcia współodpowiedzialności za miasto? Nie sądzę, ale bardzo chciałbym się mylić.

 


Jan Jarosław Chrzciciel [ 2011-11-12 19:16:49 ]


W dniu Niepodległości Niemcy bili w Warszawie Polaków, a winien jest oczywiście Donald Tusk. Gdyby  PiS sprawowało władzę, to anarchiści z Niemiec "w ogóle by nie dojechali do Warszawy".  Po prostu zatrzymano by ich i zawrócono na drugą stronę granicy. To cytaty z dzisiejszych wynurzeń Prezesa PiS.
To, że Jarosław Kaczyński opowiada dzień w dzień podobne do  powyższych  bzdury, nie jest już specjalną niespodzianką. Dla mnie zagadką pozostaje powód codziennego analizowania tych ?mądrości? przez dziennikarzy, politologów, profesorów socjologii itp. Jest już po wyborach. Następne będą za trzy lata. Czy nie szkoda czasu na zajmowanie się przez media bełkotem Kaczyńskiego czy innych  pisowskich ?myślicieli?, jak choćby Zbigniewa Girzyńskiego?
?Wierzę, że jeszcze przyjdzie prawicowa wersja Aleksandra Kwaśniewskiego, który tak zdominuje scenę polityczną, że Donald Tusk będzie chodził przy parkanie i zastanawiał się, co ze sobą zrobić - powiedział "Rzeczpospolitej" poseł PiS Zbigniew Girzyński. - Kaczyński nie jest wieczny, nie będzie rządził PiS zawsze. Natomiast może przygotować grunt pod zmianę. Jeśli Kwaśniewski prawicy miałby być naszym mesjaszem, to jedynym Janem Chrzcicielem może być Jarosław Kaczyński - dodał.
Nieźle ich pogięło. Wg Girzyńskiego Kaczyński ma być prorokiem, jak rozumiem głoszącym nadejście Mesjasza.  Wg chrześcijan Mesjaszem był Jezus Chrystus. Poseł PiS w swej skromności nie potwierdza by uważał Jarosława Kaczyńskiego za Chrystusa prawicy, jednak oczekuje, iż zapowie on nadejście zbawiciela swej formacji. Wskazówki  proroków są zwykle zakamuflowane, więc teraz trzeba jeszcze uważniej wsłuchiwać się w każdą wypowiedź Kaczyńskiego by nie przegapić dobrej nowiny.  Ponieważ nawet Girzyński nie wierzy w nieśmiertelność Jarosława, nadejście zbawcy nastąpi wkrótce. Tusk już powinien szukać płotu przy którym będzie medytował nad tym co ze sobą dalej począć. Ujawnienie faktu iż wśród nas żyje nowy prorok, może spowodować iż innego wymiaru nabiorą słowa: Jarosław - Polskę zbaw. Tycjan przedstawił Jana Chrzciciela jako postać z owcą. Teraz czas na obraz proroka z kotem.


Peter Kaindl [ 2011-11-06 14:35:21 ]

Wczoraj, czyli w sobotę, doszło do ciekawego spotkania z właścicielem holdingu Krono,  panem Peterem Kaindlem.  W rozmowach poza P.Kaindlem i mną uczestniczył cały trzyosobowy Zarząd  austriackich spółek i Szef Referatu Ochrony Środowiska U.M., Wojtek Smolarski.
Czekałem na to spotkanie od kilku lat i cieszę się, że wreszcie i to z inicjatywy właściciela  firmy,  mieliśmy szansę  w nieskrępowany sposób porozmawiać. Spotkanie odbyło się w samo południe  w Ratuszu,  trwało dwie i pół godziny i, przynajmniej w mojej ocenie, było bardzo interesujące, a co najważniejsze, może mieć spore konsekwencje dla przyszłego rozwoju fabryki w Szczecinku i wzajemnych relacji na linii miasto- Kronospan. Ponieważ nie jestem upoważniony do upubliczniania szczegółów naszej rozmowy, ograniczę się do zasygnalizowania głównych tematów. Rozmowa toczyła się wokół : odbioru fabryki przez mieszkańców,  zanieczyszczenia środowiska, uciążliwości generowanych przez Krono  i możliwości naprawy sytuacji, planów inwestycyjnych właściciela i Jego ?polityki inwestycyjnej? w kontekście sytuacji gospodarczej Europy i Świata, wspólnych przedsięwzięć z miastem, oraz możliwości ściągnięcia do Szczecinka  inwestorów zainteresowanych budową fabryki mebli.  Mamy spotkać się ponownie w przeciągu od trzech do sześciu miesięcy, by rozmawiać o konkretach.

Dziś wiem więcej nie tylko na temat szczecineckiej fabryki i jej oceniania przez właściciela, ale wiem też znacznie  więcej o wyobrażeniach P.Kaindla na temat rozwoju sytuacji makroekonomicznej, oceny finansów światowych, wydolności banków, oraz  różnych, snutych przez Niego, możliwych scenariuszy ewoluowania UE.  Dziś mogę bardziej wyobrazić sobie meandry myślenia tego bądź co bądź , jednego z największych europejskich przedsiębiorców i w sposób bardziej przewidywalny myśleć o ruchach jakie może wykonać.
Nie ma innej drogi niż rozmowa.  To, że do niej wreszcie doszło, jej naprawdę dobra  atmosfera, oraz fakt, że mogliśmy o wielu sprawach rozmawiać ?otwartym tekstem?, pozwalają na dość optymistyczne patrzenie w przyszłość. Co wcale nie oznacza,  że od zaraz będziemy zadowoleni.


Kwesta [ 2011-11-01 12:19:21 ]

Mówią, że umieranie jest częścią życia. Trudno zaprzeczyć.  Z rzeczy które są na świecie pewne, jedna jest, przynajmniej w chwili obecnej, najpewniejsza. To że każdy z nas kiedyś umrze. Umieranie jest więc czynnością naturalną i nieuchronną. Może właśnie dlatego budzi lęk. Większość z nas stara się o śmierci nie myśleć, bowiem myśl ta zakłóca przyjemne aspekty życia.  O umieraniu zaczynamy zwykle myśleć gdy śmierć dotyka kogoś z naszych najbliższych, lub gdy zaczynamy poważnie chorować. To zawsze przyczynek do refleksji i zdania sobie sprawy z przemijania czasu i naszej śmiertelności.

Dziś Święto Zmarłych. Cmentarze zapełniły się odwiedzającymi groby. Niesiemy kwiaty, zapalamy znicze.  Mam do akcyjności okazywania uczuć zmarłym dość specyficzne podejście, raczej powszechnie nie akceptowane, więc nie zamierzam tego wątku rozszerzać.  Jednak fakt, że 01 listopada prawie każdy z nas przewinie się przez cmentarz,  był znakomitą okazją do kwestowania na rzecz zapewnienia warunków godnego umierania. Krótko mówiąc do kwestowania na rzecz budowy hospicjum.
Przez dwie godziny jako wolontariusz zbierałem przy bramie głównej szczecineckiego cmentarza, datki na rzecz powstania hospicjum przy parafii Św. Franciszka z Asyżu na osiedlu Pilska.  Odbiór tej akcji przerósł moje najśmielsze oczekiwania. W ciągu dwóch godzin, zebrałem dwie pełne  puszki pieniędzy. Co najmniej kilka tysięcy zł. A takich jak ja kwestowało równolegle na cmentarzu kilkanaście osób. Jedni opuszczali cmentarz, inni ich zastępowali. W akcję zbierania funduszy na budowę hospicjum  włączyli się radni miasta, powiatu, przedstawiciele partii politycznych, organizacji pozarządowych. Nie słyszałem by ktokolwiek odmówił czynnego uczestniczenia w kweście.

Ci którzy zbierali, są w większości osobami publicznymi i ich entuzjazm do uczestniczenia w tej akcji można by  złożyć na karb poprawności politycznej i dbania o rozgłos, czyli tzw. publicity. Osobiście zresztą,  nie sądzę by mieli taka motywację. Jednak ciekawa była reakcja osób odwiedzających cmentarz. Stopień poparcia dla kwesty był niesamowity.  Ludzie wrzucali do puszki drobny bilon, ale też większe sumy odliczone w bilonie i banknoty o nominale od 10 do 100 zł. I tych wrzucających banknoty była co najmniej połowa.  Jednak zaskoczyła mnie nie tylko powszechność zasilania puszek i szczodrobliwość ofiarodawców. Nie  tylko to. Zaskoczyła mnie hojność ludzi wcale nie sprawiających wrażenia zamożnych. Wielu emerytów, ale i wiele osób młodych  z całą pewnością ledwie wiążących koniec z końcem, wrzucało po 10 i 20 zł. Byłem tym faktem autentycznie poruszony.  I już dawno nie usłyszałem tylu ciepłych słów pod adresem swoim i wszystkich uczestników akcji .

W takich chwilach zdaję sobie sprawę jak bardzo związany jestem ze Szczecinkiem . Moim miastem, w którym naprawdę warto było zamieszkać.


Budżet [ 2011-10-31 20:41:51 ]

Dobiegają końca prace nad budżetem. Konstruowanie budżetu to najtrudniejszy moment w ciągu całego roku.  Do 15 listopada muszę mieć wszystko ?dopięte na ostatni guzik? i przesłać projekt do Regionalnej Izby Obrachunkowej (RIO), oraz udostępnić go radnym. Aby zaproponować projekt budżetu, należy mieć wiedzę na temat przewidywanych dochodów gminy. Te szacunki uzyskuję z Ministerstwa Finansów, Urzędu Skarbowego, od Urzędu Wojewody, oraz wydziałów UM zajmujących się sprzedażą mienia. Dochody zależą też od wysokości podatków lokalnych, a szczególnie podatku od nieruchomości. Wysokość podatków określa Rada Miasta w tzw. uchwałach okołobudżetowych , poprzedzających zwykle o ok. miesiąc, uchwalenie samego budżetu. Najistotniejszym elementem przy konstrukcji budżetu jest określenie skali deficytu budżetowego.  To on decyduje o skali wydatków w kontekście planowanych przychodów.
Po zebraniu ?koncertu życzeń? od wydziałów Komunalnego i Inwestycyjnego UM,  Ochrony Środowiska, spółek komunalnych: PGKu, Komunikacji Miejskiej,  Aqua-Turu, od Muzeum, SAPiKu, OSiRu, MOPSu. Miejskiej Jednostki Obsługi Oświaty (MJOO) itd., itd., rozpisuję wydatki dla poszczególnych budżetowych beneficjentów, oraz weryfikuję listę możliwych do wykonania w przyszłym roku inwestycji. A potem  następuje trudny okres zderzenia się oczekiwań z rzeczywistością. Przez mój gabinet przewijają  się przedstawiciele kilkunastu instytucji. Dyrektorzy i Prezesi przychodzą zwykle ze swymi księgowymi i stertą dokumentów. Scenariusz jest podobny, a łączy ich jedno. Nikt, nie wychodzi zadowolony.  A najmniej zadowolony jestem ja.  Jednak płacą mi za to, bym co rok spróbował ułożyć jak najkorzystniej dla miasta szczecineckie finanse.

No to jaki będzie ten przyszłoroczny budżet? ?  Dobre pytanie. Najlepszy w istniejącej sytuacji ekonomicznej Wink